31 grudnia: Sylwester pośród ruin

Ruiny zasypane śniegiem, ciemne ulice, dzielnice pełne Niemców i napływających powoli repatriantów w obcym sobie mieście czujących się jeszcze mało swobodnie. Tak wyglądał Wrocław zimą 1945 roku. Choć nie było jeszcze wtedy sal balowych, to jednak nowi mieszkańcy Wrocławia cieszyli się ze zbliżającego się nowego roku. Sylwestrową noc z 31 grudnia na 1 stycznia spędzili na trwających do białego rana zabawach urządzanych w hotelach, restauracjach i prywatnych domach. Na niezwykłej i wspominanej przez wiele lat zabawie bawili się także pionierzy życia akademickiego. Znalezione na strychach cylindry, przerobione na garnitury poniemieckie fraki i uszyte naprędce suknie balowe. Do tego muzyka z adaptera, tańce i dobre humory. Jak wyglądała pierwsza powojenna sylwestrowa noc we Wrocławiu?

Jakże inna była sylwestrowa noc 1945 roku od tej z 1944 roku. Sylwester – ostatni, jak się okazało, w niemieckim Wrocławiu – obchodzony był w ogromnym napięciu. „Lada dzień mogła się rozpocząć wielka sowiecka ofensywa, która zresztą faktycznie ruszyła 12 stycznia 1945 roku" – wspominał Hugo Hartung. Rok później ślady zakończonej niewiele ponad pół roku wcześniej wojny były jeszcze mocno widoczne w mieście. Do normalizacji sytuacji było jeszcze daleko... W grudniu 1945 roku Wrocław zasypany był śniegiem, dzięki czemu pełne gruzów i wypalonych ruin ulice za dnia nie wyglądały przygnębiająco, a w nocy i tak tonęły w ciemnościach. Pełne Niemców i napływających powoli polskich osadników miasto opustoszało w czasie świąt Bożego Narodzenia [zob. także: Wrocławskie Historie z 24 grudnia: „Gwiazdy nad ruinami”, czyli pierwsze powojenne święta]. Niemcy świętowali w ukryciu, a większość nowych mieszkańców wyjechała z miasta do swoich rodzin w innych częściach Polski. Niektórzy poza miastem pozostali aż do początku stycznia, inni wrócili do Wrocławia, by w nim spędzić sylwestrową mroźną noc.

Choć w 1945 roku we Wrocławiu nie było jeszcze sal balowych, to w odremontowanych pobieżnie po wojennych zniszczeniach salach hotelowych i restauracyjnych organizowane były zabawy sylwestrowe – najwięcej w centrum miasta przy dzisiejszej ulicy Marszałka Józefa Piłsudskiego (dawniej ulica Ogrodowa). Ogłoszenia pojawiały się na afiszach i w lokalnej prasie, między innymi w „Pionierze”. Ciekawą ofertę miał dla wrocławian np. Teatr Ludowy, w którym z noworocznym programem występowała orkiestra pod batutą Adama Stefańskiego. Nowy Rok witano także w kilkunastu wrocławskich kościołach. W świątyni ojców redemptorystów przy obecnej ulicy Edwarda Wittiga wzruszające kazanie wygłosił jeden z zakonników, który mówił m.in. o prawie Polaków do Wrocławia i o działalności Polonii wrocławskiej.

Niezwykłą zabawę urzadzili sobie pionierzy życia akademickiego. Ich sytuacja różniła się nieco od tej, w jakiej znaleźli się przesiedleni do Wrocławia pod przymusem np. mieszkańcy utraconych Kresów Wschodnich. Członkowie Grupy Naukowo-Kulturalnej w sylwestrową noc z jednej strony świętowali sukces, jakim było uruchomienie w pełnym gruzów mieście szkół wyższych – Uniwersytetu i Politechniki, a z drugiej strony z nadzieją patrzyli w przyszłość i zbierali siły do kolejnych zadań, jakie przed nimi stały.

Sylwestrowa zabawa w gronie pracowników Uniwersytetu i Politechniki zorganizowana została przy ulicy Parkowej 5, w dużej willi Stanisława Jóźkiewicza – pochodzącego ze Lwowa jednego z organizatorów Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. „Był zimowy, wyiskrzony gwiazdami i mrozem, śnieżny wieczór sylwestrowy roku 1945. Przy ul. Parkowej […] profesor Gorzelany z małżonką i szereg innych profesorów, jak profesorostwo Szniolisowie, profesorostwo Falkiewiczowie, profesor Jóźkiewicz, profesor Kulczyński, pani Tuszkiewiczowa, profesorostwo Stangerbergowie, inżynier Stryjski ze swoją kuzynką śpiewaczką Grażyną [Zahajkiewicz] urządzili piękny składkowy wieczór sylwestrowy” – wspominał po latach jeden z jego uczestników, profesor Edward Zubik. Profesor Antoni Falkiewicz, lekarz kardiolog i jeden z pionierów powojennej wrocławskiej medycyny, wyjaśniał: „Czy ktoś chciał czy nie chciał, to zabawa musiała trwać od wczesnego wieczora na Sylwestra zanim jeszcze zapadły zupełne ciemności do wyraźnego dnia noworocznego. Chodzenie po ulicach w tych warunkach, jakie wówczas panowały, było niebezpieczne, dlatego uczestnicy tej zabawy rekrutowali się w większej części z ludzi, którzy mieszkali w budynkach uniwersyteckich podówczas”.

Oprócz organizatorów w zabawie sylwestrowej brali udział m.in. rektor Uniwersytetu i Politechniki profesor Stanisław Kulczyński, prorektor do spraw Politechniki profesor Edward Sucharda, a także ci, którzy dwanaście miesięcy wcześniej ostatni dzień 1944 roku spędzali w Festung Breslau w skrajnie odmiennych warunkach, m.in. profesorowie Edward Marczewski, Dionizy Smoleński i Edward Zubik, wszyscy z żonami. „Pamiętam nastrój, taki bardzo rodzinny. Wśród tych osób było dużo takich, które spędziły tutaj parę lat na ciężkich robotach. […] Rok temu nie mogli się oni spodziewać, że spędzą na zabawie wśród swoich w wieczorowych strojach [następnego] Sylwestra” – wspominała Janina Tuszkiewiczowa, dodając: „W tej pierwszej zabawie sylwestrowej dominował nastrój optymizmu, zapału. Człowiek czuł się bardzo potrzebny, a to jest właśnie potrzebne do dobrego samopoczucia. Pierwsza uniwersytecka zabawa sylwestrowa trwała blisko pół doby – od godzin wieczornych 31 grudnia do wczesnych godzin porannych w Nowy Rok”. Według relacji profesora Mariana Stangenberga, limnologa, to nie był właściwie bal w całym tego słowa znaczeniu: „To było spotkanie sylwestrowe ludzi, których razem we Wrocławiu złączyły różne koleje życia. Wiadomo, że w jedności siła. […] Atmosfera była na pewno nie gorsza, a kto wie, czy nie bardziej podniosła, aniżeli dzisiaj na niejednej zabawie”.

Jak wspominała Janina Tuszkiewiczowa, „stroje były przedziwne, zmontowane z przedwojennych poniemieckich ciuchów. Głównym atrybutem stroju wieczorowego był cylinder. […] Cylinder był jak maska na bal maskowy”. Małżonki profesorów stroje balowe wykonały z różnych, nietypowych niekiedy materiałów, mężczyźni przerabiali zaś stare poniemieckie fraki na coś, co miało przypominać garnitury. Wacława Stangenberg wspominała: „To był bal kostiumowy. Każda z pań starała się uszyć suknię na ten bal. Ja jako cyganka występowałam i właśnie o północy kiedyśmy wznieśli toast, wróżyłam profesorowi Kulczyńskiemu. Bardzo było wtedy przyjemnie i wesoło. Żona gospodarza zabawy, pani Jóźkiewiczowa, była przebrana za Greczynkę, a żona profesora Zubika – za piratkę”. Córka państwa Zubików, Elżbieta Zubik-Pielka, dodała: „Pamiętam, że moja mama miała na ramieniu wymalowany tatuaż. Gdy ruszała ręką, ta postać też się ruszała”.

Jednym z punktów programu było przedstawienie wyreżyserowane przez gospodarza domu. Jak wspominał profesor Edward Zubik, „wszyscy brali [w nim] udział, a przedstawienie miało za zadanie przedstawić ówczesną modną postać szabrownika. Śmialiśmy się wszyscy, jak rozmaite osoby – odpowiednio przebrane – wchodziły i reprezentowały różne typy ówcześnie znanych szabrowników. Było uciechy co nie miara, kiedy na końcu profesor Jóźkiewicz został wprowadzony jako uwięziony, a prokurator i milicja oskarżała go o tak zwany szaber, i był to szaber naukowy”.

Zabawa przy adapterze trwała do białego rana, umilała ją ponadto Grażyna Zahajkiewicz, która grała na pianinie i śpiewała modne wówczas piosenki. Gości szczególnie wzruszył utwór Warszawo, ty moja Warszawo. Wesoły nastrój został jednak zmącony około godziny piątej nad ranem. Jak relacjonował profesor Antoni Falkiewicz: „Nagle rozległ się dzwonek u drzwi wejściowych, bo był akuratnie dzwonek w tym mieszkaniu. To wywołało pewnego rodzaju konsternację. Ponieważ ja byłem w mundurze, to na mnie padł los, że mam być tą osobą, która wyjdzie. Najpierw wyjrzeliśmy przez okienko obok kuchni i zauważyliśmy, że wśród trzech osób, które tam były, jedna jest w mundurze. Jest to oficer. No to tym bardziej ja już się poczułem zobowiązany do wyjścia. Przyznam się, że z dość dużym strachem wyszedłem. Okazało się, że bardzo uprzejmym tonem i zażenowany ten oficer, zdaje się major, powiada, że on bardzo przeprasza, ale on pyta, gdzie tu jest ulica… – o ile sobie przypominam, padła nazwa którejś z ulic najbliższego sąsiedztwa. Myśmy mu powiedzieli, że także tej ulicy nie znamy, nie wiemy, nie możemy mu nic powiedzieć. On w takim razie bardzo przeprosił i poszedł dalej z myślą, że może jednak spotka kogoś takiego, kto będzie mógł mu udzielić informacji. W ten sposób z tym małym incydentem, który okazał się dość przyjemny i charakterystyczny dla tej nocy, a raczej dla tego okresu, zabawa trwała jeszcze do białego, dosłownie, rana”.

Jakie znaczenie miała ta wspólna zabawa w pierwszą sylwestrową noc w polskim Wrocławiu? Celnie ujął to profesor Antoni Falkiewicz: „W pamięci mojej odzywa się ta zabawa jako jeden z aktów wstępnych bliższego poznania się pracowników różnych wydziałów Uniwersytetu i Politechniki. Niewątpliwie ona, jak i późniejsze liczne spotkania, nie o charakterze zabaw, ale o charakterze spotkań dyskusyjnych, naukowych czy organizacyjnych przyczyniały się walnie do zacieśnienia stosunków pomiędzy początkowo poszczególnymi wydziałami olbrzymiej uczelni, eksperymentalnej niejako, Uniwersytetu i Politechniki, i są one początkiem tych zażyłych stosunków, jakie do tej pory istnieją pomiędzy obecnie licznymi rozdzielonymi, jak wiadomo, od roku 1950 uczelniami wyższymi”.

Zabawa zakończyła się odtańczeniem o świcie białego mazura, po czym około godziny ósmej rano w Nowy Rok goście rozeszli się do swoich mieszkań. Wspominając po piętnastu latach tego sylwestra, profesor Edward Zubik mówił: „Tak więc rozpoczął się dla nas nowy rok 1946, dla nas pionierów niezwykle pracowity i ciągle zaskakujący nas ogromem problemów. Często nas oszałamiający swą złożonością i różnorodnością. Ale wiedzieliśmy jedno: że budujemy zręby dzisiejszego silnego nauką i kulturą ośrodka wrocławskiego”. Takie odczucia towarzyszyły nie tylko pionierom życia akademickiego, ale zapewne wielu innym, dla których Wrocław miał się stać nowym miejscem na ziemi...

Kamilla Jasińska
p.o. kierownika Działu Redakcja
Centrum Historii Zajezdnia

Opracowano na podstawie: Kamilla Jasińska, W ogniu i w gruzach. Uniwersytet Wrocławski w latach 1945–1946. Inne spojrzenie, Wrocław 2020.