30 września: Pierogi z „Misia” symbolem Wrocławia?

Pierogi z „Misia” symbolem Wrocławia? Czemu nie, skoro otwarty dokładnie pół wieku temu – 30 września 1970 r. – bar mleczny „Miś” przy ul. Kuźniczej 48 to istna legenda miasta. Od 50 lat cieszy się niesłabnącą popularnością i to nie tylko wśród studentów. Kto nie stał choć raz w długiej kolejce po pierogi? Kto nie był choć raz w życiu w „Misiu”? Choć „Miś” to nie pierwszy bar mleczny we Wrocławiu, to z pewnością jeden z najpopularniejszych.

Bar mleczny „Miś”, usytuowany w sąsiedztwie budynków Uniwersytetu Wrocławskiego, przez dziesięciolecia pełnił funkcję stołówki dla studentów. Należał zawsze do tych placówek gastronomicznych, w których za niewielkie pieniądze zawsze można było smacznie zjeść. Posiłki może nie były i nie są nazbyt wyszukany, ale po dziś dzień są smaczne i sycące jak dawniej.


Choć rok akademicki jeszcze się nie rozpoczął, to kolejka i tak wychodzi poza wnętrze baru... Wrzesień 2020 r. Fot. Agata Sałamaj


Do stałego repertuaru „Misia” należały od zawsze – oczywiście obok kilku rodzajów zup – naleśniki, kasza, kluski z sosem i oczywiście pierogi, po które ustawiają się długie kolejki. „Misia” odwiedza dziennie około sześciuset klientów, dla których obiera się i gotuje codziennie ponad trzysta kilogramów ziemniaków oraz lepi się prawie dwa tysiące pierogów.

Obecnie, legendarny już bar mleczny „Miś”, należy do kilku placówek we Wrocławiu otrzymujących dotację miejską i pewne zwolnienia podatkowe. Dzięki temu stołowanie się w „Misiu” pozwala finansowo „związać koniec z końcem” kolejnym rocznikom studenckim i nie tylko. Wśród klientów „Misia” i innych staromiejskich barów znajdują się także okoliczni mieszkańcy, robotnicy, urzędnicy, profesorowie, artyści, emeryci. Słowem biedni i bogaci, młodzi i starzy, samotni i rodziny. Mimo położenia na turystycznym szlaku wiodącym z Rynku do głównego gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego stosunkowo rzadko zaglądają do „Misia” turyści. A szkoda. Nie wiedzą, co tracą. Zdarza się, że po pierogi i inne przysmaki przyjeżdżają mieszkańcy z odleglejszych osiedli Wrocławia, szczególnie, że od kilku lat jest możliwość zakupu na wynos.

„Miś” to nie tylko pierogi inne pyszności, ale przede wszystkim niezwykły klimat. W 2015 r. właścicielka „Misia” Cecylia Kotlik powiedziała: „To jest właśnie klimat baru, że przychodzi pan z budowy w brudnych ubraniach i siada przy stoliku z panem w garniturku. Tak jak kiedyś, tak i dziś, siedzą, jedzą, rozmawiają. To jest właśnie klimat baru!”.



Dzień bez pierogów z „Misia” dniem straconym? Wiele osób tak uważa. Fot. Agata Sałamaj


Naleśniki goszczą w ofercie baru już dokładnie od pół wieku. Fot. Agata Sałamaj


Jak na porządny bar przystało, w „Misiu” jest nie tylko smacznie, pożywnie i tanio, ale także zdrowo. Fot. Agata Sałamaj


Bar mleczny „Miś” nie był – i nadal nie jest – jedyną tego rodzaju placówką w okolicy wrocławskiego Starego Miasta. Nie jest też najstarszy. Pierwsze bary mleczne zaczęły pojawiać się we Wrocławiu już pod koniec lat 40. Zgodnie z nazwą bary te miały oferować wyłącznie dania jarskie. 1 stycznia 1952 r. utworzono we Wrocławiu Okręgowe Przedsiębiorstwo Detalu i Barów Mlecznych. To wtedy pojawiło się modne we Wrocławiu doby PRL hasło „Bary mleczne w służbie mas”.

Pierwszy bar mleczny we Wrocławiu został otwarty 2 lipca 1949 r. w Rynku w kamienicy nr 22 zwanej Pod Złotym Dzbanem. Już od 6.00 rano może było zjeść w nim śniadanie składające się 0,33 l gotowanego mleka i dwóch bułek. Na wynos można było kupić mleko w butelce, kefir, zupę mleczną jogurt, maślankę albo inne przetwory. Z czasem menu zostało bardziej zróżnicowane i wprowadzono do niego np. trzy rodzaje śniadań. Jak pisze Romuald M. Łuczyński w swojej książce „W dni bezciastkowe lody tylko owocowe. Gastronomia wrocławska w latach 1945–1956”, zarówno w tym barze mlecznym, jak i innych otwartych niewiele później, ceny miały być tak skalkulowane, żeby były przystępne dla świata pracy. Nie zawsze tak było, bo niekiedy lokalna prasa alarmowała o zbyt wysokich cenach w barach, których hasłem przewodnim było: dużo, tanio i czysto.


Reklama prasowa barów mlecznych prowadzonych przez Okręgowe Przedsiębiorstwo Barów Mlecznych we Wrocławiu, 1956 r. Za: Romuald M. Łuczyński, W dni bezciastkowe lody tylko owocowe. Gastronomia wrocławska w latach 1945–1956, Wrocław 2018


Barów mlecznych we Wrocławiu nie brakowało. Jedne działały dłużej, inne krócej, jedne były bardziej popularne, inne mniej. Z tych popularniejszych i najdłużej działających warto wspomnieć o barze „Jacek i Agatka” istniejącym przy pl. Nowy Targ 27 do końca maja 2018 r. Był on nieco droższy niż „Miś”, ale dotyczyło to tylko bardziej wyszukanych potraw mięsnych, widocznych dla klientów przesuwających się z tacą w stronę pani kasjerki stojącej za szybą podgrzewanej witryny. Przy ul. Drobnera, tuż za Mostem Uniwersyteckim i skrzyżowaniem z ulicą Wojciech Cybulskiego, do dziś działa bar „Mewa”. To także miejsce bardzo popularne wśród studentów, wykładowców i okolicznych mieszkańców, wśród których zawsze znajdowało się wielu emerytów. Także i w jego skromnych wnętrzach zawsze można było zjeść smacznie i tanio.

Nie istnieje już niestety bar „Duet”, który znajdował się u zbiegu ulic Prusa i Poniatowskiego, a słynął nie tylko z najniższych cen w mieście, ale też z faktu, że w jego ofercie dnia aktualna była najwyżej jedna trzecia propozycji. Zakończyły również działalność bary „Wzorcowy” przy ul. Piłsudskiego oraz „Saba” przy ul. św. Jadwigi.

Na rynku wrocławskich usług gastronomicznych w miejscu legendarnych barów mlecznych pojawiają się nowe lokale, wśród których znajdują się również i takie, które oferują tanie i smaczne „domowe” jedzenie. To jest jednak historia, która zaczęła się stosunkowo niedawno i dopiero czeka na swój opis...

dr Krzysztof Popiński
historyk
Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu

współpraca: Kamilla Jasińska
straszy specjalista w Dziale Redakcja
Centrum Historii Zajezdnia