29 grudnia: Albert Willimsky – przeciwnik nazizmu

Znany z krytyki reżimu nazistowskiego ksiądz Albert Willimsky na świat przyszedł dokładnie 29 grudnia 1890 roku w znajdującym się dziś w powiecie prudnickim Głogówku. Z Wrocławiem związany był w okresie swoich studiów teologicznych na Schlesische Friedrich-Wilhelms-Universität zu Breslau – uczelni, której bezpośrednim spadkobiercą jest Uniwersytet Wrocławski. Przez całe swoje życie stawał po stronie poszkodowanych, ujmując się także za polskimi robotnikami przymusowymi w Żydowicach, dzisiaj dzielnicy Szczecina. Za zdecydowany sprzeciw wobec metod nazistowskich został aresztowany i uwięziony w KL Sachsenhausen, gdzie zmarł 22 lutego 1940 roku. Choć związany był z wieloma rzymskokatolickimi parafiami, warto pamiętać, że wybór drogi życiowej umożliwiło mu wykształcenie odebrane właśnie na uczelni we Wrocławiu.

Mały Albert, syn Alberta i Anny z domu Dziadek, miał dziesięcioro rodzeństwa. Na świat przyszedł w niewielkiej miejscowości Głogówek, dziś znajdującej się w granicach województwa opolskiego. Podstawową edukację odebrał w rodzinnym miasteczku, a do szkoły średniej uczęszczał do pobliskiego Paczkowa. Na studia teologiczne udał się do Wrocławia. Jego edukację przerwał jednak wybuch pierwszej wojny światowej, w trakcie której Albert początkowo został sanitariuszem, a w późniejszym okresie radiotelegrafistą. Pomimo traumatycznych przeżyć Albert zdecydował się na dokończenie studiów w 1919 roku. W tym samym roku we wrocławskiej katedrze przyjął również święcenia kapłańskie, a następnie dekretem biskupa wrocławskiego Adolfa Bertrama skierowany został do kościoła Świętej Trójcy w Bytomiu. Kolejnym miejscem pracy Alberta Willimsky'ego była parafia Najświętszej Maryi Panny w Berlinie.


Ksiądz Albert Willimsky. Fot. domena publiczna


W 1924 roku Albert Willimsky wysłany został do nowo utworzonej diaspory w pomorskiej miejscowości Barth. Parafia ta początkowo liczyła około 200 do 300 katolików, lecz liczba ta sięgała nawet do 1500, jeśli wliczyć w nią mieszkających czasowo w okolicznych miejscowościach polskich robotników sezonowych. Rok 1933, w którym w Niemczech władzę przejęli hitlerowcy, zastał księdza Alberta Wilymsky'ego we Friesacku, gdzie trafił już w 1926 roku. Duszpasterz zwrócił wtedy na siebie uwagę krytyką reżimu wprost z ambony. Wdał się w polemikę z ideami przestawionymi w dziele Affreda Rosenberga Mit XX wieku, którego treść przeciwstawiała się doktrynie Kościoła katolickiego.

Dość szybko działania księdza zostały zauważone przez władze, co doprowadziło do jego wygnania: w ciągu 24 godzin musiał spakować cały swój dobytek i wyjechać z miasta. Opuścił Friesack w marcu 1935 roku i trafił do miejscowości Gransee, gdzie do 1939 roku pełnił funkcję proboszcza. Nie zaprzestał jednocześnie głoszenia płomiennych, podnoszących na duchu kazań, co sprawiło, że jesienią 1936 roku rozpoczęło się przeciwko niemu śledztwo. Na podstawie zeznań świadków oskarżono go o negatywne wypowiedzi na temat publikacji zamieszczonych w piśmie „Pfarrenspiegel”, będącym organem rządowym, oraz za głośny sprzeciw względem prześladowań Kościoła na terenie Rzeszy. Kolejna denuncjacja kapłana nastąpiła również w Gransee: mieszkaniec jednej z pobliskich miejscowości poinformował Ministerstwo Propagandy Rzeszy, że ksiądz podczas lekcji religii negatywnie ocenił antykościelną propagandę narodowosocjalistyczną oraz oskarżył rządowe media o manipulacje i szerzenie nieprawdy. W efekcie Albert Willimsky w październiku 1938 roku został aresztowany przez Gestapo. Oficjalną przyczyną była krytyka nazizmu i bierny opór wobec przyjętej ideologii, a kolejnym dowodem zeznania współpasażerki w pociągu, którym podróżował duchowny. Miał on podczas rozmowy z denuncjatorką krytykować działania Adolfa Hitlera i Josepha Goebbelsa. Z więzienia wypuszczono go 1 maja 1939 roku, jednak niedługo potem ponownie trafił za kraty. Na wolność wyszedł dwa tygodnie później.

W lipcu tego samego roku objął parafię św. Piotra i Pawła w Podjuchach, dzielnicy Szczecina, gdzie w owym czasie znajdowała się jedyna w mieście parafia rzymskokatolicka. Wkrótce został wezwany jako oskarżony w procesie o popełnienie przestępstwa przeciwko prawu o zdradzie ojczyzny. W wyniku procesu ksiądz Albert Willimsky został uznany za winnego i skazany na sześć miesięcy więzienia. Na poczet kary zaliczono mu czas spędzony dotychczas w odosobnieniu. Tak łagodny, zdaniem sądu, wyrok wynikał z tego, że na korzyść oskarżonego świadczyło, że: „swoje poglądy przejął od przełożonych. Pełen uprzedzeń w wyniku swojego jednostronnego katolickiego nastawienia nie był on w stanie zachować zdrowego i rozsądnego spojrzenia na posunięcia rządu Rzeszy”. Tym razem zatem duszpasterz wyszedł na wolność i mógł kontynuować świadczenie posługi kapłańskiej w swojej parafii w Podjuchach. Głównymi uczestnikami nabożeństw w tym czasie byli polscy robotnicy przymusowi i to od nich Albert Willimsky dowiedział się o ciężkich warunkach ich pracy i życia. Jego uwagę przykuwał zwłaszcza los prządek w Fabryce Sztucznego Jedwabiu w pobliskich Żydowicach. Skłoniło go to do dalszej krytyki nazizmu i stawania w obronie Polaków, co oczywiście nie zjednało mu przychylności władz. W tym okresie został zdenuncjowany po raz kolejny. Podczas rozmowy ze sprzedawcą w jednym ze sklepów i w odpowiedzi na wywołane rzekomymi okrucieństwami Polaków oburzenie mężczyzny wypowiadał się negatywnie o prawdomówności prasy i radia. Krótko po tej rozmowie sprzedawca udał się z donosem na Gestapo. Takie wypowiedzi były całkowicie sprzeczne z przyjętą polityką władz, pod koniec 1939 roku zdecydowano się zatem ponownie zaaresztować księdza. Na nakazie aresztowania znalazło się potwierdzenie winy Alberta Willimsky'ego: „nie bacząc na wcześniejsze ukaranie za przestępstwa przeciwko prawu o zdradzie ojczyzny, podejmowane były przez niego nadal judzące i pełne nienawiści wystąpienia mające na celu poderwanie solidarności i woli obrony narodu niemieckiego”.

Podczas przesłuchania proboszcz nie wyrzekł się swoich przekonań o błędnym kursie propagandy nazistowskiej i podawał tego przykłady, podpisując pod koniec przesłuchania protokół: „Z tych wszystkich powodów nie zmienię w przyszłości moich poglądów i będę o nich zawsze mówił tam, gdzie ze względów duszpasterskich uznam to za konieczne. Albert Willimsky, proboszcz”.

Pod koniec stycznia 1940 roku szczecińska placówka Gestapo wysłała do komendantury KL Sachsenhausen informację o nowym więźniu z adnotacją: „Willimskyego […] należy uznać za zaślepionego i niepoprawnego podżegacza, który używa swojej wolności tylko po to, aby uprawiać swoją rozbijającą naród działalność”. W lutym tego samego roku duszpasterz wysłany został do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen nieopodal Oranienburga. Ksiądz spędził w obozie 3 tygodnie, zadziwiając towarzyszy niedoli swoją spokojną i godną postawą. Zmarł z wycieńczenia po trzech tygodniach, a jako oficjalną przyczynę podano zapalenie płuc. Był pierwszym kapłanem diecezji berlińskiej, który stracił życie w obozie koncentracyjnym. Jak wspominał biskup Berlina Konrad Graf von Preysing, ze względu na panujące „szczególne warunki” nie udało się nawet odzyskać ciała duszpasterza do chrześcijańskiego pochówku.


Tablica upamiętniająca Alberta Willimsky'ego i Paula Bartscha znajdująca się w miejscowości Gransee, Fot. domena publiczna


Tablice upamiętniające tego obrońcę słabszych dziś znaleźć można m.in. w Szczecinie, Berlinie czy Gransee. Również jeden ze szczecińskich parków nosi jego imię.

Joanna Mirocha
przewodnik w Centrum Historii Zajezdnia

Bibliografia:
– Ks. Ryszard Kinder, Ks. Albert Willimsky, niezłomny kapłan, https://opole.gosc.pl/doc/6176895.Ks-Albert-Willimsky-niezlomny-kaplan [dostęp: 16.12.2020]
– Ursula Pruss, ks. Albert Willimsky, https://parafia.glogovia.pl/parafia/ks-albert-wilimsky.html [dostęp: 15.12.2020].