27 października: Zmarli zobowiązują. Symboliczny pogrzeb ofiar terroru komunistycznego

Kwatery 81 A i 120 na Cmentarzu Osobowickim. W bezimiennych grobach pochowano tam około 800 osób – ofiar terroru komunistycznego z lat 40. i 50. XX wieku. Przez lata wyklęci, przez lata zapomnieni, przez lata nieznani... Odebrano im prawo do wolności, prawo do godności, a nawet prawo do godnej śmierci oraz godnego pochówku i oznaczenia miejsca spoczynku. Ich symboliczny pogrzeb, który odbił się szerokim echem nie tylko w Polsce, odbył się 27 października 1990 roku. Kiedy i w jakich okolicznościach doszło do ujawnienia tajemniczych kwater, którym wcześniej towarzyszyła zmowa milczenia? Jak wyglądał pogrzeb? Kto spoczywa w tych dwóch kwaterach?

„Przy dźwiękach dzwonów wszystkich wrocławskich kościołów odbywa się w dniu 27 października 1990 roku symboliczny pogrzeb ofiar komunistycznego terroru zamordowanych i zamęczonych w latach 1945–1956. […] Od kościoła św. Bonifacego rusza ku murom więzienia przy Kleczkowskiej procesja żałobna. Prowadzi ją krzyż niesiony przez harcerzy Rzeczypospolitej, dalej orkiestra wojskowa i kompania honorowa Wojska Polskiego, następnie niesione są wieńce, za nimi idą delegacje parafialne z chorągwiami, ministranci, siostry zakonne, dalej delegacja rzemiosła wrocławskiego w tradycyjnych strojach, młodzieżowe poczty sztandarowe, harcerze, rodziny pomordowanych żołnierzy Polski Walczącej, więźniowie stalinizmu, honorowi goście z całej Polski, rektorzy wyższych szkół wrocławskich, delegacje Senatu Rzeczypospolitej, reprezentacja władz administracyjnych z wojewodą i prezydentem, następnie duchowieństwo z biskupem Adamem Dyczkowskim i rzesza wiernych” – mówił dziennikarz Radia Wrocław. Wielotysięczny tłum i kondukt, o którym mówił korespondent, udawał się nie tylko pod Zakład Karny nr 1 przy ul. Kleczkowskiej – ten, który uchodził za jeden z najcięższych w Polsce, i w którym w samym tylko powojennym okresie wykonano setki wyroków śmierci, ale udawał się przede wszystkim na cmentarz Osobowicki dokładnie tą samą drogą, którą przed laty pod osłoną nocy wieziono ciała zamordowanych więźniów.


Stylizowane na nekrolog zaproszenie do udziału w symbolicznym pogrzebie ofiar komunistycznego terroru we Wrocławiu w latach 1945–1956. Zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


Okolicznościowa ulotka wydana z okazji symbolicznego pogrzebu ofiar komunistycznego terroru we Wrocławiu w latach 1945–1956. Zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


Cmentarz Osobowicki – największy wrocławski cmentarz będący nekropolią komunalną o przedwojennej metryce – jest, jak twierdzi IPN, prawdopodobnie jedyną nekropolią w Polsce, na której zachowały się częściowo w prawie niezmienionym kształcie kwatery więźniów – ofiar terroru komunistycznego. To właśnie tam, przede wszystkim na odległych od wejścia i kaplicy cmentarnej polach, chowano osoby zamordowane w latach 1945–1956. Dawniej były to cztery pola, na których na zlecenie zakładu karnego nr 1 przy ul. Kleczkowskiej, zakładu karnego nr 2 przy ul. Sądowej, a także Wojskowej Prokuratury Rejonowej i UB we Wrocławiu złożono ciała ponad 840 osób. Pierwsze, nieistniejące obecnie, to dawne pole nr 77 – dziś znajdujące tuż obok kaplicy cmentarnej. Kolejne to narożnik przylegający do poligonu wojskowego od strony ul. Obornickiej, obecna kwatera 91 A, gdzie w nieznanym do dziś miejscu spoczął m.in. słynny kpt. Eugeniusz Werens. Obie te kwatery nie zachowały się do naszych czasów, przetrwały natomiast dwa inne pola oznaczone dziś numerami 81 A i 120, gdzie pierwsze mogiły zaczęły się pojawiać latem 1948 roku. „Chyba tylko cudem, bo tylko w takich kategoriach możemy to miejsce rozpatrywać, przetrwały te kwatery do końca systemu komunistycznego. I aż trudno uwierzyć, ale niewiele brakowało, by w 1987 roku te kwatery zostały zlikwidowane, bo wydarzyło się coś, co sprawiło, że władze komunistyczne przypomniały sobie o tym miejscu” – mówił w 2019 roku na antenie Radia Wrocław prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej i dyrektor Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN [posłuchaj całej audycji].


Tablica ustawiona przed polami więziennymi na cmentarzu Osobowickim. Fot. Kamilla Jasińska


Co sprawiło, że po wielu latach władze przypomniały sobie o zapomnianych i porośniętych bujną roślinnością kwaterach? Nieliczni wrocławianie już od dawna wiedzieli o istnieniu więziennych mogił, lecz ze względu na grożące im i ich rodzinom niebezpieczeństwo, wiedzą tą nie dzielili się nawet z najbliższymi. Chodzono tam już w latach 60. Po cichu mówiło się wówczas, że pochowani są tam ci, których zamordowano we wrocławskich więzieniach. Jak mówią świadkowie, mogił nie było nawet widać. Czasami pojawiały się tylko znicze i świece stawiane w tajemnicy i w obawie, czy nie jest się obserwowanym przez służby bezpieczeństwa. „Wydawało się, jakby chodziło się po grobach” – mówili w 1990 na antenie Radia Wrocław ci, którzy znali to miejsce już od wczesnych lat 60. i je regularnie odwiedzali.

Pierwsze próby uporządkowania kwater podjęte zostały po wydarzeniach Sierpnia '80. To wtedy stanął tam pierwszy duży krzyż z biało-czerwoną szarfą, który jednak szybko został usunięty przez „nieznanych sprawców” z wrocławskiej SB. W jego miejscu zaczęły powstawać kolejne krzyże, czasami układane z kasztanów i żołędzi, innym razem z kwiatów. Zwykle w nocy znikały. Taka sytuacja trwała aż do 1987 roku. „Zastanowiły mnie cztery mogiły skazańców, którzy zginęli w jednym dniu: 27 listopada 1948 – Stanisław Dydo, Jan Klamut, Władysław Cisek, Ludwik Marszałek. Z tych czterech mogił można zrobić symbol dla tych bezimiennych tam pochowanych. To było w roku 1987” – wspominała w audycji Marii Woś Danuta Skraba. Od tego momentu wszystko się zaczęło…

Spontaniczna inicjatywa uratowania i uporządkowania więziennych kwater zrodziła się w środowisku słuchaczy Chrześcijańskiego Uniwersytetu Robotniczego, działającego przy parafii św. Klemensa Dworzaka we Wrocławiu. To oni latem 1987 roku zwrócili się do zarządu cmentarza z propozycją dobrowolnego uporządkowania zaniedbanych kwater, na co wydano zgodę. Kilkunastoosobowa grupa w krótkim czasie, przychodząc na cmentarz przynajmniej dwa razy w tygodniu, uporządkowała teren. Wykarczowano dziko rosnącą roślinność, oczyszczono oba pola, a na całym terenie usypano groby z jednakowymi, białymi krzyżami i tabliczkami z napisem „Żołnierz Nieznany Polski Walczącej prosi o modlitwę”.


Kwatery więzienne jesienią 1989 roku. Fot. za www.dolny-slask.org.pl


Wiadomość o odkryciu we Wrocławiu pól ze zwłokami więźniów obiegła miasto i całą Polskę lotem błyskawicy. Władze komunistyczne zorientowały się, co się stało, ale na reakcję i niwelację kwater było już, na szczęście, za późno. Już 1 sierpnia 1987 roku odbył się tam pierwszy apel poległych, kolejne – 17 września i 11 listopada. Każda z tych uroczystości gromadziła nie tylko tłumy wrocławian, ale i milicjantów oraz funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Wkrótce doprowadzono do tego, że 27 października 1990 roku mógł odbyć się symboliczny pogrzeb. „Inaczej niż w Warszawie w przypadku kwatery zwanej Łączką, we Wrocławiu ta wiedza miała inny wymiar. We Wrocławiu było wiadomo, że to są pewne określone pola. Mówiło się 81 A i 120. Tak naprawdę jednak w szerszym zakresie ta wiedza występuje od niedawna. Po 1989 roku wybuchła ze szczególną siłą i wtedy właśnie we Wrocławiu, poprzez symboliczny pogrzeb, piękną uroczystość na cmentarzu Osobowickim, przekazano tę wiedzę całemu światu. Nie tylko Polsce, bo ta informacja przebiła się także do mediów zachodnich” – mówił prof. Szwagrzyk na antenie Radia Wrocław. Ten bezprecedensowy pogrzeb był pierwszym tego typu wydarzeniem w Polsce.


Kwatera więzienna. Fot. Janusz Gajdamowicz


Kwatery więzienne 81 A i 120. Fot. Kamilla Jasińska


Grupie zajmującej się dokumentowaniem działań związanych z ratowaniem więziennych kwater przewodniczyły Irena Kluba i Danuta Skraba. To one przygotowały wystawę „Zmarli zobowiązują żyjących”, której pierwsza publiczna prezentacja odbyła się już 11 listopada 1988 roku, w 70. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, a miało to miejsce w Galerii Muzeum Archidiecezjalnego „Na Ostrowie”, znajdującej się wtedy w podziemiach kościoła św. Marcina. Wystawa cieszyła się niezwykłym zainteresowaniem, do tego stopnia, że trzeba ją było przedłużyć, a następną po niej przenieść na inny termin. Wystawa trafiła następnie do Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku i do kilku miast w Polsce. Dzięki wystawie wiele rodzin odkryło losy swoich bliskich, którzy często bez śladu zaginęli w latach stalinowskiego terroru. W kolejnych latach wystawa była prezentowana jeszcze wiele razy, ostatnio w 2019 roku.

Zwieńczeniem dziesięcioletniej pracy grupy entuzjastów ratujących więzienne mogiły było odsłonięcie w 1996 roku pomnika „Ofiarom terroru komunistycznego 1945–1956” ustawionego na cmentarzu Osobowickim. Całe morze zniczy przy pomniku mającym formę muru więziennego płonie każdego roku szczególnie w okolicach 1 marca, a także 1 i 11 listopada.


Pomnik „Ofiarom terroru komunistycznego 1945–1956” na cmentarzu Osobowickim. Fot. Janusz Gajdamowicz


W późniejszych latach na kwaterach 81 A i 120 ustawiono ponad sto kamiennych krzyży, przypominających kształtem krzyże pokutne, niwelując usypane na przełomie lat 80. i 90. ziemne groby. Pośród tych kamiennych krzyży odnaleźć można wyróżniające się inne nagrobki – to mogiły kryjące szczatki zidentyfikowanych ofiar, znajdujące się pod opieką rodzin i przyjaciół zamordowanych.


Kwatery 81 A i 120 są często odwiedzane przez całe rodziny z dziećmi. Na zdjęciu po lewej groby osób, które w 1987 r. zainteresowały Danutę Skrabę i to od nich zaczęła się akcja ratowania obu kwater. Fot. Kamilla Jasińska


W 2019 roku przy okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętym prof. Krzysztof Szwagrzyk mówił: „Myślałem [kilkanaście lat temu], jak to możliwe, że my dzisiaj jeszcze nie znamy, bo nie wiedzimy na krzyżach imion, nazwisk. W każdym razie było to niezwykle rzadkie. Tam głównie dominowały, i tak jest do dziś, symboliczne krzyże rozsiane na obu kwaterach 81 A i 120. Przypomniałem sobie te wydarzenia sprzed lat w roku 2011 i 2012, kiedy przeprowadziliśmy prace ekshumacyjne na tych polach. Ogromne działania, które spowodowały, że odnaleźliśmy szczątki prawie trzysty więźniów. Wśród tych odnalezionych były szczątki postaci powszechnie znanych na Dolnym Śląsku, jak cały wrocławski okręg WiN-u z majorem Ludwikiem Marszałkiem na czele. Dziś [...] robimy wszystko, by na obu tych kwaterach na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu, stanęły już nie krzyże symboliczne, tylko krzyże w miejscach prawdziwych, groby prawdziwe, zawierające szczątki naszych bohaterów w konkretnych miejscach, a na krzyżach imiona, nazwiska, psudonimy, daty urodzenia, daty śmierci. Robimy wszystko, by tak się stało”. To właśnie powoli się dzieje: symboliczne miejsca pochówku nieznanych ofiar terroru komunistycznego dzięki cięzkiej pracy entuzjastów z lat 80. oraz pracy zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka stają się rzeczywistymi miejscami spoczynku znanych z imienia i nazwiska osób.

Kamilla Jasińska
p.o. kierownika Działu Redakcja
Centrum Historii Zajezdnia

Janusz Gajdamowicz
wrocławski dziennikarz i fotoreporter


Polecamy lekturę książki „Golgota Wrocławska 1945–1956”, wybór i opr. Krzysztof Szwagrzyk; wyd. II popr.; Wrocław 1996.