23 listopada: Dwadzieścia lat później, czyli Wrocław '65

Czy dzisiejszy Wrocław spełnia marzenia pioniera? – pytała w 1965 roku w rozmowie z Bolesławem Iwaszkiewiczem jedna z wrocławskich dziennikarek. Jakiej odpowiedzi udzielił przewodniczący Prezydium Rady Narodowej miasta Wrocławia? – Zastanawiając się wtedy [w 1945 roku] nad przyszłością Wrocławia, dochodziłem do wniosku, że tego miasta i za 50 lat nie da się w całości nie tylko odbudować, ale nawet odgruzować. I że za 20 lat będzie to co najwyżej nieduże miasto, ograniczone do terenów śródmiejskich. Nikt z nas nie przewidywał przecież wtedy tak olbrzymiego tempa rozwoju Polski Ludowej! – odparł prof. Iwaszkiewicz. Rok 1965 upływał pod znakiem świętowania 20-lecia polskiego Wrocławia, a listopad był tym miesiącem, gdy jubileusz obchodziło wiele instytucji i zakładów pracy, które działalność rozpoczęły właśnie jesienią 1945 roku. Jak wyglądał Wrocław w 1965 roku? Jak z tej okazji władze miejskie wspominały minione dwie dekady? Jakie plany snuto na przyszłość? Zobaczcie różne zakątki Wrocławia na zdjęciach z 1945 i 1965 roku.

W 1965 roku ślady wojny były jeszcze we Wrocławiu widoczne, jednak wizja Bolesława Iwaszkiewicza z 1945 roku, jakoby miasta nie dało się nawet odgruzować choćby i po pół wieku, nie sprawdziła się. Dziś jeszcze – bardzo nas wszystkich irytuje ten fakt – nie ma w mieście fragmentu całkowicie uporządkowanego, skończonego. Wszędzie widać miejsca wymagające plombowania, widać nieuporządkowaną zabudowę. Wydaje nam się, że postęp odbudowy jest mały. To zupełnie zrozumiałe. Miejsce na plombę widać, ale domy-plomby, które już stoją, przestają być w krótkim czasie widoczne. Przyzwyczajamy się do nich i uważamy, że tak powinno być. Ponadto burzymy mnóstwo domów zagrożonych. I dopiero kiedy przypomnimy sobie, jak wyglądały poszczególne ulice w 1945 roku, np. Świdnicka czy Kościuszki, przy których w ogóle nie było domów całych, niewypalonych, oceniamy cały postęp odbudowy – mówił Bolesław Iwaszkiewicz w wywiadzie w 1965 roku.

Jak wspominał więc Bolesław Iwaszkiewicz miasto, jakie ujrzał w sierpniu 1945 roku? Miasto było bez prądu, bez wody. Żółtą, brudną wodę czerpaliśmy z podwórzowych studni. Dopiero 21 sierpnia [22 sierpnia – przyp. autorów] ruszył pierwszy tramwaj. Kilka głównych ulic było udostępnionych, ale np. Oławska i Wita Stwosza były prawie nie do przebycia. Zasypane gruzem. Pamiętam jedno z zetknięć z miastem: szedłem z okolic Dworca Głównego przez Świdnicką, Rynek i choć było południe, w okolicach Rynku nie spotkałem ani jednego człowieka. Wstrząsające wrażenie robiły wypady w kierunku ulic Grabiszyńskiej i Powstańców Śląskich – to było wielkie morze ruin. Zresztą i śródmieście nie było w lepszym stanie. Któregoś popołudnia dobrnąłem do Hali Ludowej, do skweru przed wejściem, gdzie rosną sosny. Jakże spokój tego zakątka, brak śladów wojny, kontrastował w ówczesnym Wrocławiem! [...] Za całe oświetlenie miasta służyły trzy żarówki na Rynku... – mówił do dziennikarki profesor.


Widok z wieży ratuszowej w kierunku Ostrowa Tumskiego. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Kościół św. Wojciecha (kościół Dominikanów), widok z ul. Wita Stwosza. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Bolesław Iwaszkiewicz – pełniący wówczas funkcję przewodniczącego Prezydium Rady Narodowej miasta Wrocławia – mówiąc o powojennym dwudziestoleciu, dzielił te dwie dekady na trzy widoczne okresy. Jego pogląd był dość powszechny i zasadniczo dziś podobnie można ten czas oceniać. Pierwszy okres to lata 1945–1948. Czas odgruzowywania i porządkowania miasta, uruchamiano wszystko od podstaw, przywracano do użytku to, co dało się przywrócić. Działaniom tym towarzyszył głównie entuzjazm, choć w pierwszych powojennych miesiącach nie można było mieć stuprocentowej pewności, czy Wrocław rzeczywiście zostanie przyznany Polsce. Pierwsze grupy operacyjne ufały jednak w międzynarodowe postanowienia i do objęcia miasta szykowały się już od wiosny 1945 roku, gdy o Festung Breslau toczyły się jeszcze zacięte walki. Na tej fali entuzjazmu i ożywienia, której w rzeczywistości towarzyszyło wiele trudnych momentów, Wrocław dotrwał do 1948 roku do wielkiej Wystawy Ziem Odzyskanych. – Po ożywieniu [...] nastąpiła stagnacja. Inne miasta , przede wszystkim Warszawa i Gdańsk, pochłaniały skąpe jeszcze wówczas środki na odbudowę kraju. Wrocław nieuporządkowany, zagruzowany, zabiedzony sprawiał wrażenie wielkiej wsi z tramwajami. Wrażenie to potęgował fakt, że 40 procent ludności Wrocławia napłynęło bezpośrednio ze wsi i 40 procent z małych miast. Tłum uliczny sposobem ubioru przypominał wieś., wiejskie też były zamiłowania mieszkańców – hodowla zwierząt domowych, warzywa w ogródkach przydomowych, bielizna susząca się w pobliżu domu lub na balkonach. To był okres bardzo niekorzystnych wrażeń wizualnych – podsumowywał Iwaszkiewicz, wskazując jednocześnie na fakt, że w latach 1948–1953 odbudowa nadal postępowała, choć dla zwykłego mieszkańca była mniej widoczna, bo zajmowano się głownie przemysłem. To w tym okresie powstała większość dużych sztandarowych dla powojennego Wrocławia zakładów, takich jak Dolmel, Hutmen czy Archimedes.


Kamieniczki północnej pierzei Rynku. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Kolejny boom budowlany nadszedł wraz z 1953 rokiem. Z nową mocą przystąpiono do dalszej odbudowy miasta, a sztandarowym projektem stała się budowa Kościuszkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej. Proces właściwej odbudowy, rozpoczęty w roku 1953, pogłębiał się w latach następnych, przy czym w roku 1958 odbudowa, która dotąd obejmowała wyłącznie śródmieście, wyszła poza tereny śródmiejskie. Pozwoliło to przyspieszyć proces zdobywania izb i spowodowało ich potanienie, ale opóźniło efekty zewnętrzne, wizualne w odbudowie miasta – oceniał Iwaszkiewicz. Gospodarz miasta zwracał też uwagę na proces integracji społecznej mieszkańców Wrocławia. Jego zdaniem za moment stabilizacji w tym zakresie można uznać dopiero 1958 rok, gdyż wcześniej mieszkańcy żyli na walizkach, nie czuli się pewnie, a przede wszystkim nie czuli, żeby Wrocław był ich nowym domem. Dlaczego zatem 1958 rok Iwaszkiewicz uznał za przełomowy? Widoczne stały się wówczas efekty odbudowy miasta, odbudowa przemysłu nie jest przecież tak uchwytna, a postępująca odbudowa wzmogła poczucie osiadłości. Widomym znakiem był fakt następujący: o ile do roku 1958 wrocławianie nie inwestowali w mieście i na rok 1958 przeznaczyliśmy symboliczne 4 mln zł kredytu na budownictwo spółdzielcze, które przecież zywiołowo rozwijało się w całym kraju, to w ciągu roku 1958 zaszła konieczność zwiększenia kredytu bankowego do 60 mln zł! W roku 1959 już 150 wrocławian budowało własne domki! – podsumowywał, dodając jednocześnie, że poczuciu przywiązania do miasta nie towarzyszyła pełna integracja mieszkańców. Ta, zdaniem Iwaszkiewicza, przebiegała wolniej i o pełnej integracji można mówić, że powstała dopiero u progu lat 60. XX wieku. Czas zrobił swoje. Wspólne miejsca pracy i zamieszkania, szkoła, mieszane małżeństwa – to były czynniki integrujące. Wyrosło tez jednolite społeczeństwo wrocławskie. W gdzieś koło roku 1960 bardzo silnie wzrósł wraz z poczuciem osiadłości, przywiązania do miasta i lokalny patriotyzm, czasem może nawet nadmierny – podsumowywał.


Ulica Kuźnicza, widok z Rynku w kierunku kościoła uniwersyteckiego. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


W jubileuszowym wywiadzie w 1965 roku Iwaszkiewicz snuł dalej wspomnienia i refleksje, mówiąc: – Procesem dokonanym jest także urbanizacja, pełna urbanizacja ludności. Dzisiaj wrocławska ulica niczym nie różni się od ulic innych miast, a przybysze podnoszą nawet, iż tłum uliczny we Wrocławiu jest lepiej ubrany niż w innych miastach, co się łączy ze stosunkowo wyższymi zarobkami we Wrocławiu, z faktem, że we Wrocławiu jest więcej dorodnych dziewcząt, że Wrocław jest bardziej żywym środowiskiem kulturalnym. [...]. Jest rzeczą charakterystyczną, że poczynając od roku 1960, zaczęły znikać z ogródków przydomowych warzywa.


Rynek – kamieniczki bloku śródrynkowego i pierzei zachodniej z budynkiem bankowym na rogu. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Kalendarium ważnych wydarzeń z lat 1945–1965 obfituje w rozmaite zdarzenia. Które z nich Bolesław Iwaszkiewicz uważał za najmilsze i najlepsze dla miasta? Z pierwszych lat Wystawę Ziem Odzyskanych oraz Kongres Intelektualistów. W roku 1946 odbyły się też Dni Kultury Polskiej. Bardzo pięknym wspomnieniem jest dla mnie otwarcie mostu Pokoju w 1959 roku. Berż żadnych wezwań, tylko po małej notatce w prasie przyszło na otwarcie około 40 tys. osób! To był chyba moment symboliczny, moment zwrotny w życiu odbudowującego się miasta. Bolesław Iwaszkiewicz, poproszony przez dziennikarkę o wskazanie chwil najtrudniejszych, bez wahania wskazał na dwie sytuacje zagrożenia miasta powodzią w 1946 i 1958 roku oraz epidemię ospy w 1963 roku. W czasie alarmów powodziowych większy niepokój wykazywały różne zarządy i instytucje, w których gestii pozostawała opieka nad urządzeniami zabezpieczającymi. Samo społeczeństwo zachowywało spokój. Pozytywne cechy społeczeństwa ujawniły się szczególnie wyraźnie w okresie ospy, kiedy to obserwowało się ofiarność, zdyscyplinowanie, społeczną postawę wrocławian. Ciekawą jest rzeczą, iż społeczeństwo wrocławskie, na co dzień bardzo skłonne do narzekań, a nawet wybrzydzeń, w momentach trudnych przestaje narzekać – mówił.


Plac Solny, w narożniku po lewej przejście w kierunku ul. Szajnochy. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Bolesław Iwaszkiewicz bardzo pozytywnie odnosił się do tematu wrocławskiej młodzieży, uważając ją za istotny czynnik kształtujący powojenne dwie dekady: Fakt, iż osiedliło się we Wrocławiu mało ludzi starszych, spowodował, że u nas wystąpiło tzw. zagadnienie 30-latków. Nie było narzekań, iż pokolenie starszych nie dopuszcza młodzieży do bardziej odpowiedzialnych stanowisk. Przeciwnie, wiele najpoważniejszych stanowisk w przemyśle było obsadzonych przez ludzi młodych. A już w naszym najmłodszym zakładzie przemysłowym ELWRO przeciętny wiek całej załogi wynosi 23–24 lata! Obejmowanie przez ludzi młodych wiekiem decydujących stanowisk w przemyśle wpłynęło m.in. na świetną współpracę wrocławskiego środowiska naukowo-technicznego z przemysłem. [...] Starsze pokolenie było jednostronne, skłonne do jakiegoś ascetycznego oddawania się pracy w swoim zawodzie. Natomiast młodzież jest bardzo wszechstronna, a więc obok pracy widzi miejsce także na sport, turystykę, rozrywkę.


Plac Nowy Targ, widok w kierunku pl. Nankiera. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Czy po 20 powojennych latach było we Wrocławiu coś, co Iwaszkiewiczowi jako gospodarzowi miasta się nie podobało? Architektura i urbanistyka to dziedziny specjalne, wymagające dużej wiedzy i dużego przygotowania. Ale to również dziedziny, w których każdy czuje się powołany do wydawania własnego sądu. Niestety, i moje obserwacje jako niefachowe mogą budzić te same zastrzeżenia. Otóż jeśli chodzi o Wrocław odbudowujący i rozbudowujący się, moja ogólna ocena tego zjawiska jest na pewno pozytywna. Nie znaczy to jednak, abyśmy, moim zdaniem, w odbudowie Wrocławia nie popełnili błędów. Jedne da się łatwo usunąć, inne trudne są do naprawienia. W roku 1958 [...] miałem zastrzeżenia co do nadmiernej jaskrawości wrocławskiej kolorystyki. O ile np. kolorystyka Rynku i pl. Solnego, skomponowana od razu w całość, jest znakomita i bardzo na miejscu, o tyle mnie osobiście raziło pstrokacizną osiedle PKWN [okolice dzisiejszego pl. Legionów]. [...] Uznano je następnie powszechnie i obecnie stosuje się w mieście zasadę nielicznych plam barwnych, utrzymując na całym obszarze miasta tonację naturalną. Przykładem mogą tu być Gajowice. Przykładem chyba bardzo udanym. [...] O ile zachowanie starej architektury na Rynku i pl. Solnym było eksperymentem bardzo udanym, a nawet koniecznym niezależnie od kosztów, o tyle odtworzenie starej formy zabudowy wzdłuż ulicy Białoskórniczej, Psie Budy czy Złote Koło wydaje mi się rzeczą chybioną. Ta architektura nie pasuje zupełnie do szerokiej, nowoczesnej arterii, jaką w przyszłości stanie się obwodnica [mowa o trasie WZ, która pochłonęła część starych ulic – przyp. autorów]. Robi wrażenie teatralności, pretensjonalnej małomiasteczkowości i nie ma w sobie nic z dostojeństwa starej architektury. Błędem nie do naprawienia było także również zlokalizowanie przy pl. Grunwaldzkim niskiej zabudowy klinik WSR [Wyższej Szkoły Rolniczej, obecnie Uniwersytet Przyrodniczy – przyp. autorów], które same w sobie są obiektem bardzo ładnym, ale nie pasują do całości placu Grunwaldzkiego, bardzo trudno je zrównoważyć – oceniał Iwaszkiewicz.


Hotel Monopol (po lewej) z gmachem Opery (po prawej), widok od strony pl. Wolności. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Hotel Monopol przy ul. Świdnickiej. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Piękno miasta polega przede wszystkim na zachowaniu proporcji i na stworzeniu odpowiednich perspektyw. Dlatego też myśląc o przyszłości Wrocławia trochę obawiam się tendencji architektów wrocławskich do pójścia zbyt wysoko w górę. To zrozumiałe, że architektura szuka dla siebie nowych dróg, ujęcia dla swych ambicji twórczych w budowie czegoś, czego dotychczas nie było. Obecnie modne są gmachy bardzo wysokie. Te gmachy są jednak ładne tylko wówczas [...], gdy stoją w odosobnieniu, stanowią pojedynczy akcent i mogą być oglądane z odpowiedniego oddalenia, z perspektywy szerokich placów czy długich ulic. We Wrocławiu buduje się obecnie gmachy 11-kondygnacyjne. Wydaje mi się, że stanowią one, np. przy ul. Grabiszyńskiej, wystarczający wysokościowy akcent wielkomiejski, zwłaszcza, że mieszkania na bardzo wysokich kondygnacjach wcale nie są najwygodniejsze dla mieszkańców. Wyjście poza 11 kondygnacji byłoby we Wrocławiu może i właściwe, ale tylko w przypadku bardzo niewielu gmachów, stanowiących na południu, przy pl. PKWN [obecnie pl. Legionów – przyp. autorów] lub przy pl. Grunwaldzkim odosobniony akcent wysokościowy. Ale skupienie np. większej liczby 16-, 20-kondygnacyjnych gmachów na południu miasta, osobiście z punktu widzenia laika, uważałbym za błąd w przyszłym ukształtowaniu urbanistycznym Wrocławia – snuł refleksje Bolesław Iwaszkiewicz, porównując Wrocław do innych dużych miast europejskich na przykład Paryża.


Wrocławska katedra na Ostrowie Tumskim. U góry widok od południa, u dołu widok na nawę główną. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Kościół pw. św. Maurycego przy ul. Traugutta. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Czego w jubileuszowym 1965 roku Bolesław Iwaszkiewicz, jako gospodarz Wrocławia życzył swojemu miastu? Jak widział jego przyszłość? Zdaję sobie sprawę, jak wielu rzeczy potrzeba, ile jest spraw niezałatwionych. Chciałabym dać miastu salę koncertową dla Filharmonii, lokal dla Pantomimy, lokal dla Operetki, zaplecze dla Teatru Polskiego, sztuczne lodowisko dla dzieci, kilkanaście obiektów wypoczynkowych i sportowych dla dorosłych... Hierarchia potrzeb jest jednak inna, z wielu rzeczy trzeba było dotychczas rezygnować, przede wszystkim na korzyść budownictwa mieszkaniowego i szkolnego. [...] chciałbym, aby w ciągu przyszłych 20 lat całe miasto zostało nie tylko odbudowane, ale i rozbudowane daleko poza granice przedwojenne. Aby było miastem liczącym ponad 700 tysięcy mieszkańców. Że będzie najpiękniejsze – co do tego nie mam wątpliwości. Duże tempo wzrostu produkcji przemysłowej i wzrostu ludności pozwala przypuszczać, że będzie to miasto bardzo uprzemysłowione, grające czołową rolę w kraju – chyba trzecie co do wielkości w Polsce. A jeśli tak dalej pójdzie, kto wie, czy nie drugie. No, ale to już program do roku 2000. Życzyłbym miastu, aby w ciągu następnych 20 lat było miastem przodującym w dziedzinie gospodarki i przemysłu, a także nauki i kultury, po czemu ma pełne warunki. Wrocławianom życzyłbym, aby społeczeństwo wrocławskie [...] wyróżniało się energią, inicjatywą, dzielnością, zapobiegliwością i pracowitością – mówił w wywiadzie-rzece Bolesław Iwaszkiewicz.


Wschodnia część pl. Powstańców Śląskich. Po prawej wylot ul. Sudeckiej. Fot. za „Kalendarz Wrocławski” 1965


Jak dziś, po 75 latach od zakończenia wojny i przejęcia Wrocławia przez polską administrację i po 55 latach od wypowiedzenia tych słów, kształtuje się Wrocław? Wydaje się, że życzenia Bolesława Iwaszkiewicza się spełniły... Jak współcześnie można oceniać jego wspomnienia i refleksje na temat powojennego dwudziestolecia we Wrocławiu? Czy to tylko propaganda sukcesu? Tej z pewnością nie brakowało w jego wypowiedziach, choć w tym wszystkim, co mówił, jest sporo prawdy. Na czymś ta propaganda musiała się przecież opierać...

Kamilla Jasińska
p.o. kierownika Działu Redakcja
Centrum Historii Zajezdnia

Michał Karczmarek
licencjonowany przewodnik miejski
Via Vratislavia