​23 października: Władysław Nehring – polski rektor niemieckiego uniwersytetu

Gdy zmarł 111 lat temu, na cmentarzu Osobowickim żegnały go nieprzebrane tłumy, i to zarówno Niemców, jak i Polaków. Dlaczego? Bo był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ówczesnej wrocławskiej nauki, szczególnie slawistyki, a przy tym rektorem Uniwersytetu we Wrocławiu – jedynym Polakiem pełniącym przed 1945 rokiem tę funkcję. Niestety, pod koniec II wojny światowej Niemcy próbowali zatrzeć wszelkie ślady po tym polskim uczonym, którego niegdyś tak bardzo cenili… Próbowali, ale bezskutecznie. Kim był urodzony 23 października 1830 roku prof. Władysław Nehring – Polak o niemieckobrzmiącym nazwisku, wobec którego duże uwielbienie Niemców przerodziło się w skrajną nienawiść?

Władysław Nehring, urodzony 23 października 1830 roku w niewielkim Kłecku koło Poznania, był jedynym polskim rektorem Uniwersytetu we Wrocławiu i jednym z najwybitniejszych przedstawicieli przedwojennej wrocławskiej slawistyki. Z uniwersytetem związany był najpierw jako student, a później jako nauczyciel akademicki. W 1856 roku obronił doktorat i podjął pracę w gimnazjum w Trzemesznie, a potem w gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Do Wrocławia trafił ponownie po śmierci prof. Wojciecha Cybulskiego. To po nim w 1868 roku objął kierownictwo Katedry Literatur i Języków Słowiańskich, którą kierował przez blisko czterdzieści lat, aż do 1907 roku. Był trzecim Słowianinem i drugim Polakiem pełniącym tę funkcję. Ogromny wkład pracy organizacyjnej, a przede wszystkim naukowej sprawił, że katedra ta szybko osiągnęła europejski poziom, a okres ten uważany jest do dziś za złoty okres przedwojennej wrocławskiej slawistyki. Nehring równolegle opiekował się Towarzystwem Literacko-Słowiańskim, do którego sam niegdyś należał.

Władze uczelni doceniały jego działalność na wielu polach, dlatego dwukrotnie powierzono mu funkcję dziekana Wydziału Filologicznego, a w 1893 roku wybrano go na rektora Uniwersytetu we Wrocławiu. Pracował niemal do ostatnich chwil życia, wykładając m.in. gramatykę porównawczą języków słowiańskich, mówiąc przy tym swoim studentom o początkach słowiańszczyzny, mitologii i poezji ludowej Słowian. Zrewolucjonizował system nauczania na kierunkach filologicznych. Wprowadził lektorat języka polskiego i nową, nieznaną dotąd formę nauczania, czyli seminarium uniwersyteckie. Jego seminarium slawistyczne cieszyło się dużą popularnością wśród polskich studentów.


Fotografia Władysława Nehringa pochodząca z jednego z przedwojennych albumów profesorskich Uniwersytetu we Wrocławiu. Fot. za: www.uni.wroc.pl


Nehring był nie tylko wybitnym uczonym, co potwierdza jego bogaty dorobek, ale także wyśmienitym pedagogiem. Wypromował wielu doktorów, a do najsłynniejszych jego uczniów zaliczany jest Ignacy Chrzanowski, historyk literatury i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, aresztowany w ramach tzw. Sonderaktion Krakau i zmarły w Sachsenhausen w 1940 roku. Swojego nauczyciela określał mianem apostoła lub kapłana czystej nauki i wskrzesiciela slawistyki. Mówił o nim: „Właśnie za duszę kryształową, za nieposzlakowanej piękności charakter czcili i kochali Nehringa zarówno koledzy, jak uczniowie, zarówno rodacy, jak cudzoziemcy”.

Władysław Nehring zmarł w styczniu 1909 roku w wieku 79 lat. Na cmentarzu Osobowickim żegnały go tłumy. Wśród zgromadzonych nie zabrakło przedstawicieli władz miasta, Uniwersytetu, towarzystw naukowych i korporacji, członków senatu uniwersyteckiego, profesorów Wydziału Filozoficznego, studentów i mieszkańców Wrocławia, a także duchowieństwa, w tym kilku biskupów. Delegatów przysłały także krakowska Akademia Umiejętności, Uniwersytet Jagielloński i poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Swojego krajana żegnali mieszkańcy Klecka i okolic, a w kaplicy, gdzie wygłaszano przemówienia za przemówieniem i na całym cmentarzu wyraźnie słychać było język polski. Po uroczystych wystąpieniach tłum żałobników odprowadził Nehringa na miejsce wiecznego spoczynku.


Nekrolog opublikowany w "Schlesische Zeitung" 22 stycznia 1909 r.


Władysława Nehringa pożegnano we Wrocławiu ze wszystkimi honorami, jakie należały się rektorowi i dziekanowi. Pochowano go w kwaterze pozostającej pod zarządem parafii, do której należał, ale w pasie tzw. grobów specjalnych, czyli Randgräbe, przeznaczonych dla osób zasłużonych (obecne pole 76, rząd 2. na lewo od alei głównej wiodącej od bramy głównej w kierunki kaplicy). Zgodnie z niemieckim zwyczajem pole kwatera Nehringa opłacona była na 30 lat, czyli do 1939 roku.

W 1945 roku, po zakończeniu wojny, wraz z przybyłymi do Wrocławia Polakami przyjechał Tadeusz Mikulski. To on miał zorganizować polonistykę na tworzącym się od podstaw na niemieckich zgliszczach polskim uniwersytecie. Mikulski pamiętał i o Cybulskim, i o Nehringu, którzy przed laty kierowali Katedrą Języków i Literatur Słowiańskich. Kierując się, jak pisał Mikulski, „prawem słusznego dziedziczenia w kulturze do tych dwu świetnych nazwisk wrocławskich” rozpoczął poszukiwania materialnych śladów ich życia i działalności. Po Nehringu niewiele się ostało. Kamienica przy ul. Sienkiewicza leżała w gruzach. Wraz z nią przestała istnieć pracownia, w której przez lata powstawały jego prace, w której spotykał się z młodzieżą akademicką i w której 23 października 1900 roku świętował z przyjaciółmi z uczelni swoje 70. urodziny. Część spuścizny, m.in. dzienniki, korespondencja i notatki, niemalże cudem ocalała z wojennej zawieruchy i za pośrednictwem Antoniego Knota trafiła pod koniec 1946 roku do Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu.

Mikulski wierzył w to, że zachował się grób Nehringa, dlatego niemalże od razu po przyjeździe do Wrocławia rozpoczął jego poszukiwania. Nie było to łatwe. Wrocław leżał w gruzach, wiele archiwaliów spłonęło lub zaginęło, a ewidencja cmentarna pozostawiała wiele do życzenia. Mikulski wspominał: „Z planem pola 76 wraz z kierownikiem cmentarza dochodzimy do miejsca oznaczonego w ewidencji liczbą 37 i nazwiskiem Władysława Nehringa, profesora uniwersytetu. Z najwyższym staraniem sprawdzamy te wskazówki […]. Nie dowierzając oczom i notatkom planu, ustalamy uważnie kolejność, znakowanie grobów. Oto mogiła Zofii Nehring [córki profesora – przyp. KJ], opatrzona numerem 38, zapomniana, bez napisu, ale przecież widoczna, istniejąca. Na miejscu 37 nie ma grobu Nehringa! Nie ma w ogóle żadnego grobu! Miejsce 37, wraz z sąsiednim miejscem 36, obsadzono tujami w czworobok, z niemiecką pedanterią […]. Wewnątrz tak uzyskanej parceli stoi skrzynia drewniana do wrzucania śmieci czy poschniętych wieńców […]. Grób Władysława Nehringa został zniwelowany łopatą niemiecką do cna. Usunięto z niego pomniczek, na którym według pamięci dra Stefana Kuczyńskiego imię profesora, Władysław, wypisano z wielkim staraniem o właściwą ortografię. Zasadzono dla niepoznaki tuje, okryto suchą zielenią barbarzyństwo popełnionego czynu”.

Tadeusz Mikulski był przekonany, że zmarły Nehring stał się ofiarą wojny polsko-niemieckiej przeniesionej z pól bitewnych na cmentarz. Powierzając Nehringowi godność rektora, a także pruskie odznaczenia państwowe, Niemcy z jednej strony doceniali jego wielkość naukową, z drugiej jednak – nie omieszkali, jak twierdził Bernard Woodrow Januszewski, wytknąć mu tego, co ich bolało. W jednym z niemieckich czasopism stwierdzono: „Przed zasługami naukowymi Nehringa czołem! Tak, ale on okrywał chwałą język polski i literaturę polską! Czasami nawet wykładał po polsku, a i w domu jego mówiono po polsku”. Fakt, że Władysław Nehring przez czterdzieści lat wykładał na Uniwersytecie język i literaturę polską, niejednokrotnie prowadząc wykłady w języku polskim, najwidoczniej bardzo przeszkadzał Niemcom i dlatego ręką niemieckiego grabarza zlikwidowano kamienny nagrobek, a ślady po mogile zatarto.

W 1950 roku Tadeusz Mikulski apelował: „Połóżmy słowo polskie na grobie Nehringa”. Osiem lat później Mikulski zmarł, ale jego apel o przywrócenie nagrobka wielkiemu uczonemu odżył na początku lat 60., a sprawą zajęło się Towarzystwo Miłośników Wrocławia. Na miejscu uprzątniętego niemieckiego kosza na śmieci usypano mogiłę, a poruszone opowieścią o Nehringu kobiety powtarzały: „Trzeba tu kamień położyć, a wokół zasadzić dużo kwiatów”. Sprawę ostatecznie zakończono dopiero w 1967 roku, kiedy na przywróconej mogile spoczął granitowy kamień ufundowany przez Towarzystwo Miłośników Wrocławia.

Obecnie grób Władysława Nehringa znajduje się nie tylko pod opieką jego krewnych, ale także Uniwersyteckiego komitetu ds. opieki nad grobami osób zasłużonych dla Uniwersytetu Wrocławskiego, który niedawno przeprowadził jego konserwację, odnawiając kamień i liternictwo.


Nagrobek prof. Władysława Nehringa na cmentarzu Osobowickim. Fot. Kamilla Jasińska


Jedna ze szkół w rodzinnym Kłecku prof. Wladysława Nehringa od wielu lat nosi jego imię. W Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego zachowały się m.in. własnoręcznie napisane życiorysy Nehringa i zdjęcia z albumów profesorskich, a także dyplom doktorski, zaś ocalała spuścizna nadal jest przechowywana w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Już w 1945 roku, w pierwszych miesiącach polskiej administracji, wielka trójka slawistów – Władysław Nehring, Wojciech Cybulski i Ignacy Chrzanowski – została patronami wrocławskich ulic. W 1961 roku z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Wrocławia w głównym gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego zawisła tablica pamiątkowa poświęcona „krzewicielom polskości we Wrocławiu” – Wojciechowi Cybulskiemu i Władysławowi Nehringowi, zaś w 2004 roku na głównej siedzibie Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego na budynku, w którym znajduje się sala im. Władysława Nehringa będąca obecnie czytelnią Instytutu Filologii Polskiej, została odsłonięta upamiętniająca Nehringa tablica. Pamięć o jedynym Polaku pełniącym za czasów niemieckich funkcję rektora Uniwersytetu trwa w ten sposób nadal, mimo iż pod koniec wojny Niemcy próbowali ją wyrugować.

Kamilla Jasińska
p.o. kierownika Działu Redakcja
Centrum Historii Zajezdnia