21 grudnia: Ziemie Odzyskane czy Ziemie Wyzyskane?

„Mkną po szynach niebieskie tramwaje przez wrocławskich ulic sto” śpiewała na początku lat 50. XX wieku Maria Koterbska. Zanim jednak na ulice wyjechały tramwaje, które zainspirowały Krystynę Wnukowską do napisania tekstu tej popularnej piosenki, Zarząd Miasta podjął decyzję o przekazaniu części składu do Warszawy. W związku z tym 75 lat temu 21 grudnia 1945 roku 25 wagonów i 35 przyczep tramwajowych wyruszyło w swoją najprawdopodobniej najdłuższą podróż, chociaż w zniszczonym Wrocławiu były tak samo potrzebne jak w stolicy.

Wrocław podczas działań wojennych doznał ogromnych zniszczeń, a przybyli do miasta Polacy i wciąż pozostający w nim Niemcy starali się przywrócić niegdyś kwitnącą metropolię do życia.

Istotne było zatem, aby jak najwięcej urządzeń i instalacji pozostało na miejscu, powojenne wysiłki związane z odbudową skupiły się jednak na innych częściach Polski. Zapomniano o niedawno jeszcze niemieckim Dolnym Śląsku. Zwłokę w odbudowie powodował także niepewny status tych ziem, których przynależność do Polski nie była poparta żadnym traktatem. Pierwszeństwo w usuwaniu zniszczeń wojennych przyznawano stolicy.

Tuż po zakończeniu działań wojennych we Wrocławiu szabrownictwem zajmowały się grupy rosyjskich żołnierzy. Z dóbr materialnych szczególnie interesowały ich zegarki, taczki i framugi okienne, ale także... Fortepiany. Cytowana przez Normana Daviesa i Rogera Moorhouse’a Irena Strauss wspomina: „to była radziecka specjalność. Bo to drogie, ładne i elegancko się prezentuje. A poza tym Rosjanie to muzykalny naród”.

Korzystając z przywilejów zwycięzców władze sowieckie wywoziły w głąb ZSRR wszystko, co uznano za cenne i przydatne: maszyny, sprzęty i instalacje fabryczne, ale także tory kolejowe czy lampy. Żołnierze rozpoczęli nawet 1 czerwca 1945 roku demontaż głównej elektrowni miejskiej w Siechnicach, co spotkało się z protestami osób zamieszkujących w owym czasie Wrocław. Na stacji kolejowej w Psim Polu na stałe podstawione były specjalne składy towarowe przygotowane do wywożenia zdobytych dóbr w głąb sowieckiej ojczyzny.

Przybyła do Wrocławia w 1945 roku polska administracja zaczęła sporządzać bilans strat. W tym celu podzielono obszar miasta na 75 okręgów, do których oddelegowano po dwóch pracowników. W ciągu trzech tygodni zebrano dane na temat 27 000 budynków, odnotowując także informacje na temat stopnia zniszczenia zabudowy. Na podstawie spisu bilans strat oceniono na 68% tkanki miejskiej. W zrujnowanych budynkach często znajdowały się opuszczone przez wyjeżdżających w popłochu mieszkańców dobra materialne, którymi bardzo szybko zainteresowali się także szabrownicy.

Dekretem z 16 listopada 1945 roku rząd oficjalnie ogłosił szaber przestępstwem. Był to początek końca tolerancji dla szabru jako dla zła koniecznego zwalczanego odtąd jako przestępstwo. Dekrety te dotyczyły jednak jedynie działań podejmowanych przez osoby indywidualne, tymczasem pozyskiwaniem maszyn, mebli czy mniejszych urządzeń zainteresowane były także rozsiane po całej Polsce urzędy i instytucje. Przez pewien czas nie powstrzymywały ich właściwie żadne przepisy. Proceder ten miał nawet nieoficjalną nazwę: „patriotyczny” lub „urzędowy szaber”. Zdarzało się, że przybywający z innych części kraju do Wrocławia delegaci mieli specjalny przydział terenu poszukiwać na cały rejon: „Dojny Śląsk”.

Potrzeby w wielu miastach były ogromne. Z całej Polski do Wrocławia napływały rozmaite życzenia. Urzędnicy, mając nadzieję, że na Dolnym Śląsku wciąż znajdują się niezagospodarowane pokłady osieroconego mienia, prosili o żywność, meble, maszyny do pisania, książki czy surowce dla przemysłu. Wrocławskie pianina trafiły do Krakowa, a maszyny drukarskie – do Warszawy.

Sercem każdego dużego miasta jest sprawnie funkcjonująca komunikacja zbiorowa i choć istotne było uruchomienie jej także we Wrocławiu, to stolica dostała pierwszeństwo w tej materii. Nadające się do użytku wagony i przyczepy tramwajowe, choć bardzo przecież potrzebne w regionie, trafiły właśnie do Warszawy. Po upadku Festung Breslau sieć tramwajowa była kompletnie zniszczona. Z obsługujących niegdyś ruch pasażerski 560 wagonów do użytku w maju 1945 roku nadawało się zaledwie siedem. W czasie walk wagony tramwajowe często były używane do budowy zapór i barykad. Tymczasem w mieście, w którym stopniowo dochodziło do całkowitej wymiany ludności, odbudowa sieci komunikacji zbiorowej miała niebagatelne znaczenie

Z procederem „urzędowego szabru” starał się walczyć wojewoda wrocławski Stanisław Piaskowski. Zauważał on, że traktowanie Ziem Odzyskanych jak trofeum wojennego podkreśla ich niepewny status. Już 31 lipca 1945 roku wydał on zakaz wywozu mebli, pojazdów, maszyn i innych kosztowności z Dolnego Śląska bez pozwolenia administracji okręgowej lub Zarządu Miasta Wrocławia. Dnia 6 września 1945 roku napisał także list do premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego z prośbą o niewydawanie więcej „żadnych dyspozycji na wywóz umeblowań, urządzeń, maszyn, samochodów itp. z naszego Województwa. Województwo Dolnośląskie zostało już w znacznej mierze ogołocone...”. W odpowiedzi premier okólnikiem z 30 listopada 1945 potępił wywóz dóbr jako grabież ze szkodą dla osadników i podkreślił, że jest to surowo zabronione. Od tej pory do szabru nie uprawniało nawet zarządzenie wydane przez urząd centralny. Jedyną możliwością na wywiezienie sprzętów z Ziem Odzyskanych jest uzyskanie specjalnego pozwolenia prezydenta.

List nie przyniósł jednak pożądanego efektu. Mimo wydawanych dekretów i okólników „urzędowy szaber” trwał w najlepsze, choć w późniejszym okresie przyjął już nieco inną formę. Morze zalegających na ulicach Wrocławia gruzów stwarzało idealne warunki do pozyskiwania materiału na odbudowę zniszczonej po powstaniu warszawskim stolicy. Rząd nalegał na eksploatację pozostających w ruinach cegieł ze względu na powojenne trudności w produkcji i pozyskiwaniu budulca, co w teorii miało przyspieszyć odgruzowywanie miasta oraz obniżyć koszty odbudowy. W praktyce podparte było również wspomnianym już niepewnym statusem Ziem Odzyskanych i brakiem refleksji, że pozbawienie Dolnego Śląska cegieł spowolni proces odbudowy regionu w późniejszym okresie.

Przerwę w eksploatowaniu wrocławskich ruin przyniosła dopiero odbywająca się w 1948 roku Wystawa Ziem Odzyskanych. Otwarta 21 lipca 1948 roku i dostępna przez trzy miesiące wystawa miała prezentować osiągnięcia odbudowy ziem wcielonych do Polski po drugiej wojnie światowej. Choć obejmowała wszystkie tereny Ziem Odzyskanych, to jej stolicą, głównie ze względów propagandowych, został Wrocław. Z tego też powodu przyspieszono proces porządkowania miasta i odbudowano wiele budynków, tuż po zakończeniu wystawy tempo prac wyraźnie jednak spadło. Przestano skupiać się na odtwarzaniu zabudowy poszczególnych osiedli, a punkt ciężkości przeniesiono na rozbudowę przemysłu ciężkiego. Na nowo rozpoczęła się również akcja odzysku cegieł, ponownie pokrywając ulice Wrocławia gruzami z eksploatowanych kamienic.

Do Warszawy wywożono 90% cegieł z odzysku, gdy sam Wrocław potrzebował ich sam bardzo do odbudowy. Wywożono nie tylko zwykłe cegły, lecz także zabytkowe ozdobne detale budynków czy fasad wykorzystywane do odbudowy warszawskiej starówki. Ogólnopolska akcja „Cały naród buduje swoją stolicę” niosła konsekwencje również dla Wrocławia. Ogłoszona w sierpniu 1953 roku inicjatywa zachęcała mieszkańców i mieszkanki miasta do przynoszenia cegieł, kusząc możliwością wygrania trzydniowej wycieczki do stolicy.

Dla ułatwienia transportu cegieł powołano Miejskie Przedsiębiorstwo Rozbiórkowe, a przez centrum Wrocławia wytyczono tymczasową linię kolejową, dostarczając w ten sposób budulec do Dworca Świebodzkiego. Z tego miejsca pociągi ruszały w dalszą podróż, w głąb Polski. Szacuje się, że od początku lat 50. XX wieku z Wrocławia wyjeżdżało 165 milionów cegieł rocznie.

Za urzędowym i indywidualnym szabrem, który starano się teoretycznie ukrócić, skupiając się zdecydowanie na zwalczaniu tego drugiego, była związana zła opinia Wrocławia jako raju dla szabrowników. Już 1 grudnia 1945 roku „Trybuna Robotnicza” w artykule Wrocławianie odbudowują węzeł kolejowy donosiła: „Utarło się pojęcie u naszych braci w centralnej Polsce, że jak do Wrocławia, to tylko na szaber, że Wrocław to miasto szabrowników i złodziei”. Autor, podpisany pseudonimem „Wood”, przekonywał jednocześnie, że poza wspomnianymi szabrownikami i złodziejami są jeszcze w tym mieście osoby, którym na sercu leży odbudowa i rozwój Wrocławia. Niestety, ludzie zaangażowani w odgruzowywanie miasta mieli poważne problemy z prowadzeniem swoich działań. „Odzysk cegły” trwał przez kilka lat po wojnie i prowadził do wielu nadużyć. W efekcie tych działań doszło do wyburzenia wielu budynków nadających się do odbudowy czy wręcz rozbiórek domów, które dopiero co zostały odbudowane.

Nie obyło się również bez zabawnych historii z kryminalnym tłem: w 1957 roku we Wrocławskim Sądzie Wojewódzkim odbył się proces mieszkańca województwa poznańskiego, Stanisława Wiczaka, który znalazł nabywców na... Cegły z rozbiórki gotyckiego ratusza na wrocławskim Rynku. Zabytku, nieznacznie tylko uszkodzonego podczas walk o Festung Breslau, nigdy nie planowano wyburzać i naprawiano go nawet w pierwszej kolejności zgodnie z wzorcami piastowskiego gotyku. Oskarżony musiał mieć wielki dar przekonywania, znajdując mimo to nabywców i przekonując ich argumentem, że ratusz „nie jest budowlą prapolską” i dlatego właśnie zostanie rozebrany.

Warto podkreślić, że nie tylko Wrocław traktowany był jako niewyczerpane źródło towarów i surowców, które można było przewozić do Warszawy, Poznania, Krakowa i innych polskich miast. Taki sam status długo miały wszystkie tereny określane mianem Ziem Odzyskanych, które często traktowane były bardziej jak „Ziemie Wyzyskane” – magazyn budulca i wyposażenia dla innych regionów Polski.

Joanna Mirocha
przewodnik w Centrum Historii Zajezdnia