19 września: Czy leci z nami pilot? Porwania samolotów w PRL

Dokładnie pół wieku temu, 19 września 1970 r., Sąd Wojewódzki we Wrocławiu w czwartym dniu rozprawy skazał na 13 lat więzienia 27-letniego Waldemara Jakuba Freya – sprawcę „bandyckiego porwania samolotu PLL Lot”. Porwań samolotów w okresie PRL wcale nie było mało. Kilka razy porwane zostały także samoloty pasażerskie obsługujące lotnisko we Wrocławiu. Jakie były motywacje porywaczy? Gdzie najczęściej lądowały porwane samoloty?

Choć wiadomo, że w okresie PRL porwania samolotów pasażerskich nie były rzadkością, to jednak dotąd nie ustalono ich dokładnej liczby, przebiegu oraz okoliczności. Łącznie w latach 1949–1987 podjęto w Polsce kilkadziesiąt takich prób, z których kilkanaście okazało się skutecznymi. Liczba podobnych aktów porwań, ale dotyczących mniejszych samolotów, głównie należących do aeroklubów niewielkich maszyn sportowych, czy też rolniczych, nie jest sprecyzowana.

Abstrahując od niebezpieczeństwa, jakie związane jest z wymuszaniem na pilotach zmiany celu i trasy lotu, warto zauważyć, iż właściwie wszystkie znane wypadki związane były z desperacką chęcią ucieczki z rządzonej przez komunistów Polski. Nikt z polskich porywaczy nie przedstawiał żądań o charakterze politycznym czy finansowym. Sprawcy porwań domagali się lądowania zazwyczaj na którymś z zachodnioniemieckich, rzadziej duńskich, szwedzkich czy austriackich lotnisk, gdzie mogli próbować występować o azyl polityczny. W wielu wypadkach okazywało się zresztą, iż dla części pasażerów była to także niespodziewana okazja wyjazdu na Zachód, z której niektórzy korzystali. Uwzględniając całokształt okoliczności, władze zachodnioniemieckie dość często udzielały porywaczom i porwanym azylu, czasami nakładając na sprawców stosunkowo mało dotkliwe kary więzienia.


Fot. 1. Samolot An-24RV w barwach Polskich Linii Lotniczych LOT, 1982 r., fot. Ralf Manteufel [GFDL 1.2 or GFDL 1.2]


Pierwsze porwania, mające głównie na celu ucieczkę z krajów bloku wschodniego, miały miejsce w 1948 r. W Polsce do takiego zdarzenia doszło po raz pierwszy 16 września 1949 r., kiedy grupa uzbrojonych porywaczy porwała samolot Li-2 lecący z Łodzi do Gdańska, który wylądował w Szwecji. Niemal każdego roku dochodziło do porwania lub przynajmniej jego próby. Porywacze byli niekiedy skazywani na łagodne kary przez zachodnie wymiary sprawiedliwości. W wypadku jednak niepowodzenia i ujęcia porywaczy przez polski wymiar sprawiedliwości, kary były bardzo surowe i były najczęściej wieloletnimi karami więzienia. Najsurowiej karano pilotów wojskowych, w przypadku których dochodził zarzut o zdradę – zdarzały się nawet wyroki śmierci. Wśród porywaczy zdarzali się również mieszkańcy NRD. Po przekroczeniu granicy na Odrze porwane samoloty były przechwytywane przez myśliwce radzieckie lub wschodnioniemieckie, które próbowały zmusić załogi porwanych samolotów do lądowania na lotniskach NRD. Nie otwierały ognia do samolotów pasażerskich, ale już w wypadku samolotów wojskowych, aeroklubowych, czy rolniczych, takie zdarzenia miały miejsce.

Liczba porwań samolotów na świecie wzrosła gwałtownie w latach 60., czemu sprzyjał fakt, iż nie prowadzono jeszcze wówczas kontroli pasażerów we właściwy sposób. Zaczęto je wprowadzać na większą skalę dopiero od 1969 r. W Polsce najwięcej porwań samolotów linii lotniczych dokonano w 1970 r. Kontrola pasażerów na lotniskach była nadal dość pobieżna, a bilet na lot krajowy mógł kupić każdy, gdyż nie był do tego konieczny paszport, jak w wypadku lotu międzynarodowego.

Wspomniana na wstępie nieudana próba porwania samolotu – dokonana przez Waldemara Jakuba Freya 7 sierpnia 1970 r. – była jedną z kilku wówczas podjętych. W tym wypadku pilot oszukał jednak porywacza i samolot wylądował na wschodnioniemieckim lotnisku, gdzie porywacz został aresztowany.


Fot. 2. Wzmianka o nieudanej próbie porwania samolotu PLL Lot, „Dziennik Polski”, nr 188 (8233), rok XXVI, 9–10 sierpnia 1970


Po tej serii porwań na polskich lotniskach zaczęto wprowadzać dodatkowe środki bezpieczeństwa, a na pokładach samolotów zaczęli się pojawiać uzbrojeni milicjanci w cywilu. Między rokiem 1970 a 1982 doszło w Polsce do 20 nieudanych prób porwań i 14 uprowadzeń, co łącznie daje 34 takie zdarzenia w ciągu 12 lat. Władze polskie próbowały się temu procederowi przeciwstawiać i surowo karały ujętych sprawców udaremnionych prób porwań oraz ich wspólników. Wszyscy oni traktowani byli jak groźni przestępcy.

Do wzrostu liczby porwań w Polsce doszło w latach 80., zwłaszcza w okresie przed i po wprowadzeniu stanu wojennego. Każdego roku odnotowywano kilka takich prób, niekiedy udanych, z większości polskich lotnisk, w tym trzy z portu lotniczego we Wrocławiu. 30 kwietnia 1980 r. grupa ośmiu nieuzbrojonych porywaczy obezwładniła uzbrojonych milicjantów i zmusiła załogę An-24 do lądowania na Tempelhof. Jak się okazało, na pozostanie w Berlinie Zachodnim zdecydowało się 36 z 54 osób znajdujących się na pokładzie, gdyż porywacze lecieli wraz z rodzinami. Jak wykazały późniejsze ustalenia, w cały plan porwania było wtajemniczonych ponad sto osób. 22 września 1981 r. Jerzy Dygas, działacz „Solidarności”, przy pomocy wniesionego na pokład samolotu granatu zmusił załogę do lotu na zachodnioberlińskie lotnisko Tempelhoff. Po wylądowaniu został aresztowany i skazany za terroryzm na pięć i pół roku więzienia. 22 listopada 1981 r. próbę uprowadzenia samolotu z Wrocławia podjął jeden z antyterrorystów, Piotr Winogrodzki. Obezwładnił on dwóch pozostałych funkcjonariuszy i zmusił pilota do lądowania na Tempelhof. Kiedy maszyna wylądowała, porywacz opuścił pokład, a jego koledzy rzucili się za nim w pogoń. Doszło do wymiany ognia przerwanej interwencją żołnierzy amerykańskich. Postrzelony Winogrodzki został zabrany przez Amerykanów, a samolot wrócił do Polski.

W latach 80. doszło również do dwóch porwań samolotów lecących z Warszawy do Wrocławia. 12 lutego 1982 r. pilot Czesław Kudłek zabrał na pokład samolotu swoją rodzinę i grupę znajomych. W trakcie lotu poinformował resztę załogi o swoich zamiarach, a ci nie oponowali. Pasażerom powiedzieli, że ze względu na ćwiczenia wojskowe muszą lądować w Szczecinie, zaś kontrolę lotów poinformowali, że zostali porwani i są zmuszeni do lotu do Berlina. Po przekroczeniu granicy na Odrze obecni na pokładzie antyterroryści próbowali dostać się do kabiny pilotów, a obok samolotu pojawiły się radzieckie i wschodnioniemieckie myśliwce, które zmusiły pilota do lotu na wschodnioniemiecki Schoenefeld. Znajdując się już nad pasem lądowania, pilot poderwał jednak samolot do góry, przeleciał pobliską granicę i wylądował na Tempelhof. Załoga nie została oskarżona o porwanie samolotu przez zachodnioniemiecki wymiar sprawiedliwości, a dodatkowo otrzymała azyl polityczny. 30 kwietnia 1982 r. lecący z Warszawy do Wrocławia samolot typu An-24 został porwany przez grupę 36 osób, która zamierzała zmusić pilotów do lądowania w Norymberdze. Porywacze obezwładnili funkcjonariuszy ochrony, a jeden z nich wtargnął do kabiny pilotów, zmuszając ich do zmiany kursu samolotu w kierunku Niemiec. Ostatecznie z uwagi na kończący się zapas paliwa maszyna wylądowała na Tempelhof.

W tym czasie żartowano, że skrót LOT oznacza „Linie obsługujące Tempelhof”. Z lat 80. pochodzi również inna anegdota. Po starcie maszyny liniowej z Warszawy do Wrocławia jeden z pasażerów włamał się do kabiny pilotów i grożąc bronią, zażądał lotu do Wrocławia. Kiedy zdziwieni piloci oświadczyli, że właśnie taki jest planowy cel lotu, zdesperowany „porywacz” rzekł: „Wasi koledzy już kilka razy to samo mówili, a i tak za każdym razem lądowaliśmy na Tempelhof”.

Porwania samolotów w 1982 r. były ostatnimi skutecznymi działaniami tego rodzaju w Polsce. W latach 1981–1982 polskie służby zapobiegły łącznie 15 porwaniom, zatrzymano 32 osoby, które podejmowały takie próby oraz kolejnych 290 osób podejrzewanych o taki zamiar. Po zakończeniu stanu wojennego próby porwania samolotów przestały być już niemal podejmowane. Z jednej strony pojawiły się już wówczas większe możliwości opuszczenia kraju, a z drugiej – skutecznie wzmocniona została ochrona lotnisk. Zainstalowano na nich m.in. aparaty prześwietlające bagaż promieniami rentgenowskimi wykrywające z dużą skutecznością przemycaną broń. Ostatnie dwie nieudane próby porwania miały miejsce 28 sierpnia 1986 r. i 8 września 1987 r. W obu wypadkach porywacze zostali obezwładnieni przez pozostałych pasażerów.

dr Krzysztof Popiński
historyk
Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu