16 grudnia: Pierwsza spokojna noc w Leśnicy

Nocą z 15 na 16 grudnia 1945 roku część jednostek Armii Radzieckiej w końcu opuściła Leśnicę, jedną z peryferyjnych dzielnic Wrocławia. Pozostawiły po sobie zdemolowane mieszkania i wspomnienie okrucieństw, których dopuszczali się żołnierze. Gwałty i rabunki na stałe wpisywały się w pejzaże nocy. W dzień Rosjanie utrudniali też prowadzenie akcji osadniczej. W jednym z dokumentów zachowała się informacja o tym, że skierowany właśnie tam transport osadników został po dwóch dniach zawrócony do Rejonowego Inspektoratu Osadnictwa Państwowego Urzędu Repatriacyjnego na Psim Polu. Polacy skarżyli się, że Niemcy uzbrojeni w kije „robią formalny zajazd na zajęte przez nich gospodarstwa, głośno manifestując przynależność Deutsch Lissy [Leśnicy] do nieboszczki Rzeszy Niemieckiej”. Osadnicy twierdzili, że „niemieckie dziewczęta zwołują zaprzyjaźnionych żołnierzy radzieckich i z ich pomocą wyrzucają repatriantów”. Choć żołnierze pozostawali w sąsiednich Praczach Odrzańskich i Maślicach nowi i starzy, jeszcze niewysiedleni mieszkańcy Leśnicy mogli odetchnąć z ulgą.

Leśnica to jedna z zachodnich, najdalej położonych dzielnic miasta. Do XVIII wieku posiadała prawa miejskie, później została zdegradowana do wsi w powiecie średzkim i stała się elementem majątku zakonu krzyżowców. W XIX wieku wieś znacznie się rozbudowała i wzbogaciła, uzyskała również połączenie kolejowe z Wrocławiem. Wreszcie w 1928 roku została włączona w granice stolicy Dolnego Śląska. To tam w czasie II wojny światowej przy Heidauer Str. (dziś ul. Trzmielowicka), w pobliżu koszar SS, w 1942 roku założono pierwszy obóz koncentracyjny na terenie miasta: filię obozu Gross-Rosen [zob. także Wrocławskie Historie z 2 sierpnia Wrocławskie filie KL Gross-Rosen]. Był niewielki, pracowali tam głównie robotnicy budujący pobliskie osiedla czy pracownicy firmy Villeroy&Bosch. Istnienie obozu nie przeszkadzało mieszkańcom Leśnicy w korzystaniu z uroków parku koło leśnickiego zamku, który był popularnym miejscem niedzielnego wypoczynku wrocławian, gdzie którym latem odbywały się plenerowe koncerty.


Budynek koszar wojskowych w Leśnicy. Fot. Michał Karczmarek


Kiedy jednostki Armii Radzieckiej w lutym 1945 roku zajęły Leśnicę, podobóz Gross-Rosen był pusty, więźniów ewakuowano, uciekła również część mieszkańców dzielnicy. „W niedzielę, 20 stycznia 1945 r. Przyszedł taki jeden w brunatnym uniformie i zapowiedział, że w poniedziałek mamy się stawić na dworcu kolejowym w Leśnicy. Mogliśmy zabrać tylko bagaż podręczny. Cel: ucieczka przed wrogiem” – wspominała po latach Helga J. Kothe. Razem z rodziną Kothe oraz setką anonimowych Niemców Leśnicę opuściła wówczas również matka z dwunastoletnim chłopcem, Joachimem Meisnerem, który za kilka lat jako katolicki duchowny został orędownikiem polsko-niemieckiego pojednania.

Dziesięć trudnych miesięcy
Podobnie jak w innych zajętych w tym okresie dzielnicach miasta dowództwo Armii Radzieckiej rozpoczęło wprowadzanie własnych porządków. W dzielnicy zorganizowano komendanturę wojskową, która teoretycznie miała troszczyć się o los cywilów na zajętych terenach, zajmowała się jednak głównie działaniami związanymi z realizacją potrzeb żołnierzy oraz zorganizowanym rabunkiem wyposażenia przedsiębiorstw. Rosjanie zdemontowali i wywieźli z dzielnicy m.in. cały park maszynowy wspomnianej fabryki Villeroy&Bosch, a w jej magazynach urządzili magazyn zbożowy.

W marcu i kwietniu 1945 roku na terenie Leśnicy mieścił się również punkt przyjęcia jeńców wojennych pod dowództwem kpt. Szulawienko. Jego niewielka, bo zaledwie dwudziestoosobowa obsada, świadczy o tym, że jeńcy niemieccy niemal natychmiast przesyłani byli dalej do zorganizowanych obozów jenieckich.

Jednostki dla swoich potrzeb zajęły nie tylko koszary, ale również znaczną część prywatnych mieszkań. Za zgodą radzieckich władz jednocześnie na terenie dzielnicy funkcjonowała administracja niemiecka. To wszystko powodowało interakcje, które z jednej strony prowadziły do terroru ludności cywilnej, fali gwałtów i wykorzystywania seksualnego oraz rabunków na Niemcach. Z drugiej – rodziły rodzaj sympatii, która stała się wyraźnie widoczna po pojawieniu się polskich osadników. Fakt, że Niemcy próbowali zwracać się do Rosjan z prośbą o pomoc, odbił się szczególnie na akcji kwaterowania polskich osadników. Usuwani przez polską administrację Niemcy często prosili Rosjan o interwencję. Zdarzało się również, że zatrudnionych w przedsiębiorstwach pod niemieckim zarządem Niemców nie można było ani policzyć, ani wydać im niezbędnych do wysiedlenia dokumentów. Jeżeli transport Polaków mimo to przyjeżdżał, zdarzało się, że – tak jak w opisywanym wyżej wypadku – musiał zawrócić.


Przedwojenna zabudowa Leśnicy w okolicach ulic Kąckiej, Władysława Skoczylasa i Jana Rubczaka. Fot. Michał Karczmarek


W połowie grudnia 1945 roku, a więc niemal dziesięć miesięcy od zajęcia Leśnicy, część jednostek wyprowadziła się głównie do sąsiednich Stabłowic, Maślic i Złotnik. W znacznej mierze poprawiło to stan bezpieczeństwa w Leśnicy. Rok później rozpoczęto planowe wysiedlanie ludności niemieckiej. Dworzec w Leśnicy znów stał się miejscem ludzkich dramatów. Również żołnierzy Armii Radzieckiej skoszarowano w innych częściach miasta, ich liczba znacznie się także zmniejszyła. Dla Leśnicy rozpoczął się nowy rozdział.

dr Joanna Hytrek-Hryciuk
historyczka
History in progress

Justyna Gonera
specjalista ds. obsługi publiczności
Dział Obsługi Centrum Historii Zajezdnia