15 września: Dworzec do zadań specjalnych, czyli o Dworcu Świebodzkim

Był świadkiem radosnych powitań, smutnych pożegnań i wielu dramatycznych wydarzeń. Był też dekoracją dla rozmaitych filmów, a przez krótki czas nawet sceną teatralną. Obecnie bardziej kojarzy się z kolorowym targowiskiem – wrocławskim odpowiednikiem warszawskiego bazaru Różyckiego – niż z oknem na świat. 15 września 1945 r. polska administracja uruchomiła, po krótkiej przerwie, Dworzec Świebodzki. Pierwszy pociąg odjechał z tego dworca o godzinie 8.30 do Marciszowa.

Pierwsze otwarcie

Breslau Freiburger Bahnhof, czyli dworzec kolejowy na Przedmieściu Świdnickim, powstał jesienią 1842 roku. Był początkową stacją kolei świebodzicko-wałbrzyskiej, którą uruchomiono rok później, a także drugim – po Dworcu Kolei Górnośląskiej (Oberschlesischer Bahnhof) przy obecnej ul. Małachowskiego – dworcem kolejowym we Wrocławiu.

Pierwotny, utrzymany w klasycystycznym stylu projekt dworca zakładał, że pociągi będą tu kończyć swój bieg i wyjeżdżać tylko w jednym kierunku. W tym celu przed budynkiem, w okolicach dzisiejszego placu Orląt Lwowskich, zbudowano obrotnicę kolejową. Dwadzieścia lat po uruchomieniu dworca, zdecydowano o jego przebudowie. Autorem nowego projektu był m.in. architekt i dyrektor wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, Karl Lüdecke. Dworzec zyskał bardziej okazałą bryłę oraz nowe symbole. W związku z planami uruchomienia linii łączącej dworzec Świebodzki z dworcami w Szczecinie i Świnoujściu, nad wejściem, tuż pod obowiązkowym zegarem, umieszczono herby prowincji oraz rzeźbione alegorie Pomeranii (Pomorza) i Silesii (Śląska), czyli regionów, które według założeń miała połączyć linia rozpoczynająca w tym miejscu swój bieg.

Idea kolejnej przebudowy pojawiła się w latach 20. XX wieku. Planowano wówczas, że dworzec będzie stacją przelotową, jednak plany te nie doczekały się nigdy realizacji.


Fot. 1. Dworzec Świebodzki w latach 30. XX wieku, fot. Ze zbiorów Michała Karczmarka


Kolej na kolej!

Początkowo linię obsługiwały jedynie pociągi parowe. Wyruszające w kierunku Wałbrzycha, a z czasem i Jeleniej Góry, pociągi nosiły jednoznaczne nazwy. Do popularnej legendy o duchu gór nawiązywał parowóz Rübezahl, a obawiający się podróży mogli wybrać podróż parowozem „Glück auf!” (Na szczęście!). Szczęście było potrzebne wówczas wszystkim podróżującym, gdyż pierwsze pociągi nie miały elektrycznego światła ani toalet. Podróż do Świebodzic trwała aż 2 godziny, jednak nie zrażało to chętnych. W listopadzie 1843 r. z pociągów startujących z tego dworca skorzystały 22 tys. osób.

„Brama do gór”

Rosnący ruch pasażerski został gwałtownie zahamowany przez wybuch Wielkiej Wojny w 1914 roku. Absolutne pierwszeństwo zyskały wówczas przewozy towarowe. Liczba podróżnych na kolejach pruskich w 1917 r. zmniejszyła się aż o 75 proc. Powolne odradzanie podróży pasażerskich nastąpiło dopiero w latach 20. XX w., a zwłaszcza od stycznia 1928 r., gdy zelektryfikowany został odcinek kolei z Jaworzyny do Dworca Świebodzkiego, łącząc tym samym stolicę Śląska z Elektryczną Śląską Koleją Górską. Dworzec Świebodzki stał się wtedy prawdziwą „bramą do gór” lub – jak go określono w Baedekerze z 1922 r. – „Dworcem Górskim”. Wyjeżdżały z niego pociągi przede wszystkim w kierunku Karkonoszy, a także Zgorzelca, Legnicy i Ścinawy. O dalszym wzroście popularności tego środka transportu świadczą dane z 1924 r., gdy kasy dworcowe sprzedały – według precyzyjnych pruskich statystyk – 1 043 665 biletów.

Czołowy (ślepy) charakter dworca sprawiał kłopoty podróżnym pragnącym jechać dalej w kierunku np. Górnego Śląska czy Pomorza. By dostać się na Dworzec Główny, musieli oni skorzystać z tramwaju linii obwodowej (Gürtelbahn) 7/8 lub wsiąść do specjalnego autobusu Kolei Rzeszy. Podróż autobusem trwała 7 minut, a bilet kosztował 15 fenigów.

Wraz z wprowadzeniem trakcji elektrycznej poprawiła się nie tylko wygoda, ale i szybkość podróżowania w góry. Najszybszy pociąg pospieszny na tej trasie (D-192 do Berlina przez Jelenią Górę, Zgorzelec, Cottbus/Chociebuż), od 1936 r. prowadzony przez najnowocześniejszą lokomotywę niemiecką E-18 o eleganckich, opływowych kształtach, osiągał na linii do Jaworzyny Śląskiej średnią prędkość 107,6 km na godzinę! Większość połączeń w stronę Jeleniej Góry, a dalej Szklarskiej Poręby i Karpacza, obsługiwały wyprodukowane przez wrocławskie zakłady Linke-Hoffman składy elektryczne, które mogły być kompletowane, w zależności od zapotrzebowania, z różnej liczby wagonów silnikowych i doczepnych. Wprowadzone w drugiej połowie lat 30. XX w. składy ET-31 (czterowagonowy pociąg o nowoczesnej linii) osiągał maksymalną prędkość 120 km na godzinę w ciągu zaledwie 75 sekund. Szybkość połączona była z komfortem – w klasie III pasażerowie mieli do dyspozycji cztery miejsca w jednym rzędzie, ale w klasie II już tylko trzy, do tego dodatkowe wrażenia dzięki wielkim oknom, które mogły być opuszczane przy pomocy korbki.

Dworzec Świebodzki szczególnie wielkie obciążenie przeżywał w 1937 r., czyli w momencie, gdy we Wrocławiu odbywało się – z udziałem Adolfa Hitlera – 12. Święto Niemieckich Związków Śpiewaczych, a także w 1938 r., gdy Wrocław przeistoczył się w stolicę niemieckiego sportu. W 1937 r. w dniach od 28 lipca do 1 sierpnia na Dworzec Główny i Świebodzki przybyło 114 specjalnych pociągów dalekobieżnych wiozących uczestników z Niemiec i krajów sąsiednich oraz 197 pociągów z całego Śląska. Przykładowo: 31 lipca 1937 r. o godz. 10.41, po dwóch godzinach i 27 minutach jazdy, na Dworzec Świebodzki przybył specjalny pociąg ze Świerzawy. Część uczestników zlotu 1 sierpnia 1937 r. udała się w dalszą podróż w Karkonosze. Z Dworca Świebodzkiego zamiast rozkładowego pociągu odprawiano często dwa–trzy składy, by sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu.

W ostatnim „pokojowym” rozkładzie jazdy z 1939 r., który miał obowiązywać do 7 października, z Dworca Świebodzkiego odjeżdżały (i przybywały) dziesiątki pociągów do Jeleniej Góry, Zgorzelca, Berlina, Karpacza, Szklarskiej Poręby, a także do Ścinawy i Głogowa, zaś w ruchu podmiejskim do Wrocławia–Leśnicy (18–19 minut jazdy) i Wrocławia-Muchoboru (5 minut). Podróż najszybszymi pociągami pospiesznymi do Jeleniej Góry trwała jedną godzinę i 54 minuty, zaś zwykłym pociągiem osobowym – prawie trzy godziny.

W czasie II wojny światowej priorytet ponownie uzyskały przewozy towarowe i transporty wojskowe. Dworzec Świebodzki stawał się areną coraz smutniejszych i coraz bardziej tragicznych zdarzeń. To właśnie stąd w październiku 1941 r. ruszył jeden z pierwszych pociągów z wrocławskimi Żydami wywożonymi do obozu przejściowego w Krzeszowie…

Dworzec do zadań specjalnych

We wnętrzach Dworca Świebodzkiego zdjęcia do „Lalki” kręcił Wojciech Has. Kilka lat później był również tłem dla popularnego kryminału pt. „Belfer”. W serialu telewizyjnym „Bodo”, opowiadającym o losach polskiego aktora i piosenkarza Eugeniusza Bodo, udawał dworzec w Poznaniu i Warszawie. Pod dachem dworca sztuka zagościła na dłużej po pożarze Teatru Polskiego, gdy tu ulokowano jedną ze scen.

Po raz pierwszy w powojennej Polsce wrocławski Dworzec Świebodzki pojawił się w jednym z wydań Polskiej Kroniki Filmowej wiosną 1946 roku. Ujęcia przedstawiają sceny wyjazdu niemieckich mieszkańców Wrocławia. Wszyscy, zapewne na znak reżysera, uśmiechają się do kamery. Lektor (w tej roli Jan Świderski) czyta komentarz: „Nie szukamy zemsty. Niczego nam nie żal. Szczęśliwej drogi – żegnamy na zawsze!”.


Fot. 2 Niemieccy mieszkańcy Wrocławia w trakcie opuszczania miasta, 1946 r.
Screen z Polskiej Kroniki Filmowej, odcinek „Niemcy opuszczają Polskę”, za: www.repozytorium.fn.org.pl


Nieco ponad rok wcześniej, w drugiej dekadzie stycznia 1945 r., pod dworcowymi dachami rozgrywał się horror mieszkańców Wrocławia, Niemców, których nazistowskie władze zmusiły do ucieczki tuż przed zamknięciem wszelkiej komunikacji z Festung Breslau. Na zapełnionym ludźmi aż do granic możliwości dworcu co chwila wybuchała panika. Tłoczyły się na nim głównie matki z dziećmi, które próbowały wsiąść do pociągu i jednocześnie nie dać się stratować przez tłum i nie zgubić dzieci, co, niestety, nie zawsze się udawało. Nie wiadomo dokładnie, ile osób przepłaciło dworcowe sceny życiem, ale jeden z kolejarzy wspominał po latach, że to, co wtedy zobaczył, nie mieściło mu się w głowie nawet po pięciu latach wojny.

Szwarc, mydło i powidło

Po wojnie Dworzec Świebodzki został otwarty 15 września 1945 r., jednak nie był w idealnym stanie. Dyrekcja Okręgowa Kolei Państwowych we Wrocławiu jeszcze rok później w „Trybunie Dolnośląskiej” zamieszczała oferty przetargów na naprawę chodników przed wejściem do budynku, na naprawę peronów nr 2 i 3, a także na naprawę rampy. Po remoncie Dworzec Świebodzki służył przez kolejnych 46 lat. „Z okazji Wystawy Ziem Odzyskanych oddane będzie dziennie 14 osobowych pociągów, nie licząc normalnie przychodzących przez Wrocław 19 pospiesznych i 57 osobowych dziennie, ani pociągów nadzwyczajnych dyplomacji, rządu i zagranicznych. Trzy stacje będą obsługiwały przyjezdnych: Wrocław Główny, Nadodrze i Świebodzki. Ten ostatni dworzec przeznaczony jest dla pociągów z wycieczkami z Dolnego Śląska. Liczy na przyjęcie 600 000 osób” – pisano w 1948 r. w jednym z numerów miesięcznika „Śląsk”.

Ostatni regularnie kursujący pociąg odjechał w Dworca Świebodzkiego w 1991 roku. Kolejny pojawił się na jego torach 11 listopada 2016 r., nie była to jednak zapowiedź ponownego uruchomienia dworca, a jedynie gratka, jaką miłośnikom pary zafundował Klub Sympatyków Kolei we Wrocławiu. Na inny rodzaj „gratki” polują zwykle „zakupowicze” odwiedzający weekendowy bazar, który jest obecnie najbardziej kojarzony z zabudowaniem dworca.

Obecnie Dworzec Świebodzki majestatycznie niszczeje, choć jest najstarszym z trzech zachowanych do dziś dworców z pełną, choć zdekompletowaną, infrastrukturą, tj. torowiskami, peronami i rozjazdami. Część torów zasypano lub rozebrano. Proces dewastacji przyspieszył pożar, który w listopadzie 2017 r. wybuchł w strzelnicy zorganizowanej w dworcowych podziemiach.

W 2013 r. Dolnośląski Urząd Marszałkowski zapowiadał ponowne uruchomienie dworca jako elementu kolei aglomeracyjnej, na przeszkodzie stanęły jednak fundusze, a raczej ich brak. Może jednak jeszcze coś zmieni…

dr Joanna Hytrek-Hryciuk
historyczka
autorka bloga „History in progres”

prof. Grzegorz Hryciuk
historyk
Uniwersytet Wrocławski

Polecamy artykuł „Wrocławskie dworce – niemi świadkowie historii” autorstwa Michała Karczmarka, zamieszczony w kwartalniku „Pamięć i Przyszłość” nr 1/2020 (47), a także książkę Marii Zwierz, Wrocławskie dworce kolejowe (wyd. 2006).

Bibliografia:
1. Das Empfangs – Gebäude der Breslau – Schweidnitz – Freiburger Eisenbahn zu Breslau, Berlin 1875.
2. Polska Kronika Filmowa, 1946, nr 10, fragment w zbiorach autorki.
3. „Śląsk. Miesięcznik Ilustrowany”, 1948, r. 3 nr 4/6.
4. „Trybuna Dolnośląska. Tygodnik Polskiej Partii Robotniczej”, 1946 r. 2, nr 77.
5. Tyszkiewicz J., Od upadku Festung Breslau do stalinowskiego Wrocławia. Kalendarium 1945–1950, Warszawa-Wrocław 2000.