9 października: A czas płynie...

Wrocławski ratusz słynie ze swoich dwóch zegarów, kojarzony jest zwłaszcza z tym, którego kwadratowa tarcza znajduje się na wschodniej ścianie budynku. W cyklu „Wrocławskie Historie” opowiedzieliśmy już o tej tarczy dokładniej, dziś chcemy przybliżamy szerszy kontekst historii zegarów ratuszowych. Wśród nich był czasomierz, którego dzisiaj nie spotkamy już ani na fasadzie budynku, ani w jego wnętrzu. 470 lat temu zamontowano go na południowej ścianie ratusza, a można było go podziwiać nad wejściem do najstarszej wrocławskiej piwiarni.


Zachodnia i północna tarcza zegara ratuszowego, fot. Janusz Krzeszowski
/ www.wroclaw.pl


Nowy zegar pojawił się nad drzwiami do Piwnicy Świdnickiej 9 października 1550 roku. W dawnych czasach, kiedy mieszkańcy nie mieli własnych zegarów, miejskie czasomierze pełniły bardzo ważną funkcję, ustalając porządek dnia. Zegar wiszący nad wejściem do lokalu znakomicie wypełniał to zadanie – co pół godziny wygrywał kościelną melodię, którą mogło być: Da pacem Domine, Veni Creator lub Magnificat. Nie wisiał jednak w tym miejscu zbyt długo, ponieważ 8 lat później przeniesiono go do komory podatkowej ratusza. Tam za to można było go oglądać i słuchać aż do 1779 roku.

Usunięcie czasomierza znad drzwi Piwnicy Świdnickiej nastąpiło mniej więcej w tym samym czasie, co zdjęcie z wieży ratuszowej znacznie starszego zegara, który pomagał wrocławianom odmierzać czas co najmniej od lat 60. XIV wieku. O tym, jak ważną funkcję pełnił dla miasta, świadczy inskrypcja wykonana na dzwonie, który po nim pozostał: „Roku Pańskiego 1368 spójrz ja dzwon rzadko ogłaszam rzeczy błahe poprzez noc i dzień podaję czas i godziny”. Co sprawiło, że zegar musiał opuścić swoje miejsce? W 1558 roku wieża ratuszowa została podwyższona, wtedy zabrano z niej zarówno zegar, jak i gotycki hełm. Rok później nałożono na nią obecny, renesansowy, za to na zegar trzeba było poczekać jeszcze kilka lat.

Najpóźniej w 1569 roku zegar ponownie pojawił się na wieży, wiadomo, że właśnie wtedy wykuwano wskazówki dla jego czterech tarcz. Miały one dwudziestoczterogodzinowe oznaczenia zgodne z ówcześnie obowiązującym systemem rachuby czasu. Wkrótce jednak cyferblaty trzeba było poprawić. W 1580 roku rada miejska uchwaliła zmianę sposobu odmierzania czasu i tarcze „uszczuplono” – pojawiły się na nich indeksy tylko dla 12 godzin. Oprócz odmienionych cyferblatów ratuszowy zegar zyskał piątą, kwadratową tarczę, którą umieszczono na wschodniej ścianie budynku. [zob. także Wrocławskie Historie z 23 lipca: Która godzina? Tajemnica ratuszowego zegara]. Miejski czasomierz budził dumę wrocławian. Był też otoczony ich ogromną troską, tak wielką, że kiedy w trakcie wojny trzydziestoletniej pijany Polak strzelił do wschodniej tarczy, na jego szyję spadł katowski topór.


Piąta tarcza zegara ratuszowego umieszczona na wschodniej elewacji
Starego Ratusza w lipcu 1580 r., fot. Janusz Krzeszowski / www.wroclaw.pl


Zegar przez wiele lat sprawował się bardzo dobrze, czasem tylko wymagał niedużych napraw. W XVIII wieku zaczął jednak znacząco niedomagać. Co kilka lat pojawiały się w nim jakieś usterki, które usuwano na bieżąco, przeszedł też dwa remonty generalne. Ostatecznie przestał jednak dobrze funkcjonować po wypadku w 1782 roku. Wichura wcisnęła wtedy wyłamane okno do środka wieży, niszcząc wahadło. Od tamtej pory, mimo usunięcia usterek, zegar nie wskazywał dobrze czasu, a w 1795 roku śpieszył się o pół godziny, co zaburzało codzienne życie wrocławian. Postanowiono więc wymienić całkowicie wadliwy czasomierz.

Do tego zadania zgłosił się mistrz Johann Gotlieb Klose, który w 1800 roku zobowiązał się, że na następną uroczystość św. Michała zbuduje „zegar, który nie ma sobie podobnych”. Z zadania się wywiązał i nowy mechanizm umieszczono w wieży ratusza. Mimo szczegółowo opracowanego projektu i całego serca włożonego w budowę nie działał on jednak poprawnie. Kolejny miejski zegarmistrz, dawny konkurent Klosego, Josef Chęciński, zadeklarował, że wyreguluje chronometr. Zamontował w nim wychwyt własnej konstrukcji oraz dopasował do niego dłuższe wahadło. Wprowadzone w 1815 roku usprawnienia okazały się trafne i mieszkańcy miasta w końcu mogli cieszyć się niezawodnością wskazywanego czasu. Tak było aż do lat 80. XIX wieku, kiedy w zegarze dokonano pierwszych większych napraw i wprowadzono w nim ostatnią dużą zmianę: odłączono wschodnią tarczę i dano jej osobny mechanizm.

Wrocławski ratusz ma więc dziś dwa zegary składające się w sumie z pięciu cyferblatów. Od dwudziestu lat ich opiekunem jest pan Zbigniew Jakilaszek, który odpowiada za nakręcanie mechanizmów. W wieży ratusza codziennie nakręca główny zegar, a co trzy dni – mniejszy, którego tarczę widać od wschodniej strony budynku. Zegar główny wymaga poruszenia korbami aż trzech bębnów, pierwszy z nich jest odpowiedzialny za bicie pełnych godzin, drugi – kwadransów, a trzeci – za działanie całego zegara. Ze względu na delikatność mechanizmów turyści nie mogą wchodzić na wieżę, a jedyną osobą oprócz opiekuna zegarów, która ma możliwość oglądania panoramy miasta z tego miejsca, jest hejnalista. Mieszkańcy i turyści mogą docenić mądrość dawnych zegarmistrzów, słysząc regularne bicie dzwonów wrocławskich zegarów, które od tylu lat wskazują upływający czas.

Małgorzata Długosz
przewodnik w Centrum Historii Zajezdnia