8 listopada: Pułkownik Jerzy Woźniak

Jego życiorys mógłby stanowić kanwę kilku filmów sensacyjnych. Był żołnierzem, więźniem politycznym epoki PRL z wyrokiem śmierci, wziętym lekarzem, a po upadku komunizmu – ministrem w rządzie Jerzego Buzka. Dokładnie 97 lat temu, w Krakowie, na świat przyszedł Jerzy Woźniak, ps. Nowak, Jacek, Żmija, Makara. Człowiek, który wierzył, że „bandyci”, jak nazywano politycznych za murami więzień, będą któregoś dnia budować wolną Polskę. Pośmiertnie w 2018 roku został honorowym obywatelem Wrocławia. Dziś przypominamy jego sylwetkę z okazji obchodzonego w tym roku 30-lecia samorządu Wrocławia.

Urodził się 8 listopada 1923 roku w Krakowie, ale wychował w okolicach Rzeszowa. Przed wybuchem II wojny światowej legalnie ukończył 4 klasy gimnazjum. Kolejne lata nauki były prawdziwym wyzwaniem. Maturę uzyskał na tajnych kompletach, w podziemiu ukończy również szkołę dla podchorążych. Pierwsza próba podjęcia studiów, już po wojnie, nie powiodła się, chciał studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale dziekan lojalnie go uprzedził, że UB szczególnie interesuje się studentami z regionu podkarpacia, bo wielu z nich było w Armii Krajowej. Jerzy Woźniak przyjechał więc do Wrocławia i w czerwcu 1946 roku zaciągnął się do Straży Akademickiej. Ze studiów w stolicy Dolnego Śląska również nic nie wyszło: dostał polecenie przetarcia drogi ucieczki na Zachód dla zagrożonych kolegów z podziemia. Pierwszy powojenny rok spędził, studiując medycynę w Innsbrucku, kolejny w szkockim Edynburgu. Ale ostatecznie studia lekarskie skończył w Polsce, w latach 60. XX wieku, już po wyjściu z więźnia, do którego trafił za działalność niepodległościową.

W podziemiu robił wszystko. Chociaż do ZWZ AK „Buk” w Błażejowej na Podkarpaciu trafił jako oficer, to początkowo kolportował prasę i obsługiwał radiostację. Później brał udział w bezpośrednich starciach. „Brałem udział w akcji Burza, więc trochę też człowiek postrzelał. Czy celnie... To nie wiem” – opowiadał po latach. Po wkroczeniu do Polski wojsk sowieckich i utworzeniu struktur Urzędu Bezpieczeństwa poszukiwali go funkcjonariusze NKWD i UB. Wożniak musiał się ukrywać, nadal jednak walczył w oddziale samoobrony AK, w szeregach NIE i Delegatury Sił Zbrojnych Rzeszów-Południe.

W 1945 roku przez Austrię i Włochy dostał się na Wyspy Brytyjskie. „Podróżowałem razem ze zorganizowanym pierwszym transportem Francuzów wracających do Francji po rozmaitych wywózkach i rozbiciu rodzinnym. Odbyło się spotkanie w Katowicach, samochody wojskowe przywiozły nas do Bogumina, w Boguminie Czesi podstawili pociąg… Praga. I znalazłem się w Pilznie. Z Pilzna przekazałem informacje, że droga jest bardzo dobra, że można z niej skorzystać, że wielkiej kontroli nie ma. Ja przyjechałem bez żadnego dokumentu, miałem tylko małą francuską flagę przypiętą w marynarce i na granicy, jak przechodziłem, brałem moim sąsiadom ciężkie bagaże, dźwigałem i krzyczałem »Française, Française! «. Nie bardzo umiałem po francusku. I tak uciekłem. A na granicy strefy amerykańsko-sowieckiej, przed Pilznem, Francuzi mnie obłożyli tymi walizkami w wagonie towarowym jako swój żywy bagaż. Spokojnie przejechałem. Kontrola była – wystąpili z pożegnalną butelką jakiejś samogony do chodzących tam, kontrolujących Rosjan. Wypili. »Nie ma nikogo? Nie ma!«. Poszli i ja zostałem na Zachodzie” – opowiadał po latach.

Na Wyspy Brytyjskie trafił jako członek WiN. Wkrótce mianowano go emisariuszem delegatury WiN w Londynie na teren RP i przerzucono do Polski. W 1947 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Zatrzymano go w Katowicach 9 grudnia, kiedy szedł na spotkanie z płk. Łukaszem Cieplińskim, Prezesem Zarządu Głównego WiN. Przewieziono go do Warszawy do więzienia MBP do pawilonu X, w którym w sąsiednich celach siedziała już śmietanka polskiego podziemia. Kilkakrotnie był namawiany do współpracy i ujawnienia informacji, ale ujawnił jedynie swoje prawdziwe nazwisko. Po błyskawicznym procesie otrzymał karę śmierci – miał zostać rozstrzelany. Po trzech miesiącach codziennego żegnania się z życiem Jerzy Woźniak został jednak ułaskawiony, a karę śmierci zamieniono na dożywocie. Wyrok odsiadywał w zakładach karnych w Rawiczu, Warszawie i Wronkach. W tym ostatnim miejscu dostał pracę w więziennym szpitalu. „I ta praca w szpitalu więziennym dała mi mnóstwo satysfakcji. Tam można było pomagać kolegom, to raz. I uważam, tak dzisiaj patrząc na tę moją czterdziestoletnią działalność jako lekarza, już potem pełnego lekarza, po dyplomie i specjalizacji, że najbardziej potrzebny ludziom byłem wtenczas tam, w więzieniu. I to, że zostałem aresztowany i potem te trzy lata pracowałem w więzieniu, to chyba był palec Boży. Żebym mógł im pomóc. Bo wielu ludziom pomogłem. To mi się udało. To znaczy przynajmniej dobrym słowem, pogłaskaniem, dostarczeniem leków, przedstawieniem poza kolejką na komisję…”.

Został zwolniony z więzienia w listopadzie 1956 roku Było to zwolnienie warunkowe. Woźniak miał dobrze się sprawować przez następne dwadzieścia lat, inaczej groził mu natychmiastowy powrót do Wronek. Trzy dni po opuszczeniu więzienia podjął studia na ówczesnej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Miał 32 lata i zaczynał wszystko od nowa.

Po kilku latach nauki został specjalistą chorób płuc pracującym głównie z cierpiącymi na pylicę czy gruźlicę górnikami. Nie mógł również afiszować się ze swoimi poglądami, sympatią do „Solidarności” czy idei obalenia komunizmu. Dopiero w 1989 roku mógł wstąpić do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego we Wrocławiu, był jego współtwórcą. „Dla nas była to data ważna –1989 rok. Nie spodziewaliśmy się, że może zaistnieć tego typu niepodległość. Żyjąc tyle lat uważaliśmy, że nam wyzwolenie może przynieść tylko III wojna światowa. Natomiast tej formy odzyskania niepodległości nawet w najśmielszych snach nie byliśmy w stanie przewidzieć. Ale stało się. Radość.” – opisywał rok przełomu.

W latach 90. XX wieku zaangażował się w politykę. Został wiceprzewodniczącym dolnośląskiego AWS. Do 2001 roku był zastępcą, a później kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów w randze wiceministra. W wolnej Polsce został wielokrotnie odznaczony m.in. Krzyżem Armii Krajowej czy Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Nie zapomniał o Armii Krajowej. W 1990 roku odbył się pierwszy zjazd byłych żołnierzy . Okazało się, że żyje jeszcze około 100 tys. członków organizacji. Zdecydowano więc o powołaniu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z pułkownikiem Jerzym Woźniakiem w składzie. Kombatanci chcieli budować wolną Polskę i przywrócić pamięć o koleżankach i kolegach, którzy tej chwili nie doczekali.

O samym Jerzym Woźniaku historia nie zapomniała. Jest bohaterem wystaw i kilku filmów dokumentalnych. Jego imię nosi Sala Kolumnowa Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. W 2011 roku prezydent Rafał Dudkiewicz uroczyście otworzył rondo im. Jerzego Woźniaka na wrocławskim Grabiszynie. Jest również patronem Rodziny Szkół Armii Krajowej. Fragment jego życiorysu stał się kanwą komiksu „Wyrok” autorstwa Juliusza Woźnego oraz Martina Ventera wydanego przez Ośrodek Pamięć i Przyszłość oraz Centrum Historii Zajezdnia. Pośmiertnie nadano mu tytuł Honorowego Obywatela Dolnego Śląska.

Zmarł 12 kwietnia 2012 roku, jest pochowany na Cmentarzu Osobowickim.

dr Joanna Hytrek-Hryciuk
historyczka
History in progress