6 grudnia: Rafał Wojaczek – pisarz buntownik

Skandalista, prowokator, alkoholik, chuligan, mitoman, szyderca, a może buntownik i legenda dawnego pokolenia? Jakim człowiekiem był naprawdę Rafał Wojaczek, którego całe życie stanowi legendę? Gdyby nie targnął się na swoje życie i nie przedawkował leków, to dziś, 6 grudnia, skończyłby 75 lat. Mimo że Rafał Wojaczek nie żyje od 1971 roku, na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu wciąż spotykają się młodzi ludzie, którzy chcą oddać hołd poecie minionych lat. Przy jego grobie często można znaleźć niedopałki papierosów skrzętnie wsadzone w znicze, a także liczne butelki po mocniejszych trunkach. Obraz ten przypomina nieco grób zmarłego w tym samym roku Jima Morrisona z The Doors pochowanego w Paryżu...


Rafał Wojaczek. Fot. zbiory Instytutu Mikołowskiego


Nie sposób zrozumieć Wojaczka bez Mikołowa w województwie Śląskim, w którym urodził się 6 grudnia 1945 roku. Wywodził się ze znanej i szanowanej w mieście rodziny. Oboje rodzice ukończyli studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach dwudziestych XX wieku, znali języki obce. Jego ojciec był nauczycielem szkolnym (posiadał tytuł profesora gimnazjalnego przed wojną), natomiast matka pracowała przez wiele lat w wydawnictwie zajmującym się sprawami techniki. W „Sanatorium” Wojaczka można odnaleźć takie wspomnienia: „[…] wcześniej przez rok (ojciec) student teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą porzucił dla studium języka i literatury germańskiej, uzupełnionej kursem literatury polskiej, chłop, trzeci, jeszcze nie ostatni syn gospodarski […] wychowawca, bibliotekarz, profesor gimnazjum polskiego na terenie Rzeszy, wcześniej powstaniec śląski, później więzień obozu koncentracyjnego, po wojnie dyrektor gimnazjum, następnie nauczyciel liceum…”.

W mieszkaniu przy ulicy 1 Maja 8, które po wojnie otrzymała rodzina, razem z Rafałem wychowywał się także jego młodszy brat, Andrzej. Chłopcy posiadali osobne pokoje, co wówczas uchodziło za luksus. Jak wspomina brat: „Rafał spał nieopodal okna”. To właśnie z tego miejsca w istniejącym budynku w 1999 roku Lech Majewski kręcił scenę, gdzie spał filmowy Rafał grany przez Krzysztofa Siwczyka. To z tego okna rozpościerał się widok m.in. na lokal, który był nazywany „Bajką”. Krążyły plotki, że to w tym lokalu Wojaczek użył po raz pierwszy swojej „sztuczki”, wyskakując przez szybę, czym spowodował mały skandal i zamieszanie. Podobny „wyskok” zdarzył mu się jeszcze kilkukrotnie we Wrocławiu – w ten nietypowy sposób wychodził z domów prywatnych i klubów. Może było to spowodowane w dzieciństwie jego nadwrażliwością i fobiami. Jak twierdzą znawcy jego twórczości, prowokacje miały się stać strategią życiową na walkę z nimi.


Książki poświęcone życiu i twórczości Rafał Wojaczka. Fot. Piotr Wilkowski / Centrum Historii Zajezdnia


W młodzieńczych latach Wojaczek należał do harcerstwa. Poznał tam nauczyciela, a jednocześnie przewodnika drużynowego, o nazwisku Krawczyk. Dystyngowany pan, który wywodził się z dawnego rodu z tradycjami powstańczymi, ujął przyszłego poetę jakąś tajemniczą siłą. Dzięki harcerstwu mógł nie myśleć o bijatykach między rówieśnikami, które go brzydziły. Nauki pobierał w kilkunastu liceach ogólnokształcących m.in. w Mikołowie, Katowicach Ligocie i Kędzierzynie-Koźlu. W okresie mikołowskim pochłonięty był czytaniem książek nie tylko tych młodzieżowych. Bardzo lubił „Doktora Faustusa” Tomasza Manna i to do tego stopnia, że całe fragmenty znał na pamięć. Często lubił być odpytywany w treści tej książki przez matkę i przyjaciół. Czytał też Artura Rimbauda, którego życie urosło do rangi legendy, a nazwisko stało się symbolem obyczajowego buntu w XIX wieku. Jak wspomina Maciej Szczawiński w książce „Wojaczek wielokrotny”, ta miłość do książek była na tyle wielka, że po wielu latach w rodzinnych księgozbiorach można było odnaleźć odręczne notatki pisarza na marginesach wybranych książek. Te młodzieńcze ucieczki w lektury pomagały mu obiektywizować życie codzienne, konflikty szkolne i ciągle poszukiwać samego siebie. Po dwóch latach po ostrym spięciu z nauczycielem Wojaczek został wyrzucony ze szkoły w Mikołowie. W środowisku kolegów przestał mieć kompanów do rozmów o Tomaszu Mannie. W szkole nie znalazł zrozumienia. Młody chłopak zaczął się buntować przeciwko rzeczywistości i pospolitości egzystencji. Przeniósł się do liceum w Krakowie. Tam ogarnęła go mania nacinania sobie nadgarstka, co w późniejszym epizodzie wrocławskim stało się nagminne. Jego ojciec, mając już wtedy wątpliwości co do przyszłości swojego starszego syna, zabrał go do Kędzierzyna Koźla, gdzie sam pracował. Tam dopiero skończył szkołę średnią i zdał maturę w 1963 roku. Z tego okresu pochodzą pierwsze zapiski poetyckie. Gdy Wojaczek przyjeżdżał do Mikołowa, aby odczytywać je swoim kolegom, ci okazywali się według niego niezdolni do odbioru jego poważnych przemyśleń życiowych. W pewnym momencie nie mógł już nawiązać także dialogu z rodzicami, u których panował bardzo tradycyjny gust literacki.

Po maturze rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, lecz wkrótce je przerwał. Jak wspomina jego kolega z akademika, Jerzy Kronhold, jego problemy mogły wynikać raczej z dużej absencji na zajęciach niż trudności ze zdaniem egzaminów. Kronhold mówił, że Wojaczek był pochłonięty światem książek, które namiętnie kupował lub wypożyczał.


Ulica Rafała Wojaczka we Wrocławiu. Fot. Piotr Wilkowski / Centrum Historii Zajezdnia


W 1964 roku postanowił przeprowadzić się do Wrocławia, gdzie początkowo znalazł pracę jako dyspozytor w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. Rok później dzięki Tymoteuszowi Karpowiczowi został wprowadzony w świat literatury. We wstępie do „Utworów zebranych” użył sformułowania: „Wojaczek przegrał do karty” i nazwał go mianem „królika doświadczalnego”. Według Karpowicza poeta próbował zbliżyć się do śmierci nie tylko intelektualnie. W 1969 ukazał się debiutancki tom Wojaczka – „Sezon”, który został ciepło przyjęty przez krytyków. Liczne dedykacje m.in. dla Karpowicza, były nie tylko kurtuazyjne, ale stały się jakby wołaniem o pomoc. Wojaczek coraz częściej sięgał do kieliszka i wszczynał awantury pijackie. Jakby tego było mało, dopadła go depresja. Z czasu pobytu w Klinice Psychiatrycznej ówczesnej Akademii Medycznej we Wrocławiu pamięta go późniejszy jego przyjaciel Aleksander Rozenfeld, który dorabiał tam wówczas jako salowy: „Któregoś dnia zobaczyłem na korytarzu wysokiego chłopca w piżamie, z rozłożonym na parapecie zeszytem, w którym coś pisał. Zajrzałem mu przez ramię i powiedziałem: O! Piszesz wiersze! Ja też piszę poezję! W odpowiedzi usłyszałem: Odbierdol się! To był właśnie Rafał Wojaczek”.

Z jednego z donosów TW „Konar” z dnia 9 marca 1971 wynikało, że Rafał Wojaczek był uzdolnionym poetą. Po „Sezonie” wydał drugi, a zarazem jak się później okazało swój ostatni, tom poetycki „Inna bajka”. Jak wspomina tajny współpracownik, Wojaczek bardzo często potrafił zachowywać się w sposób chuligański, podczas spotkań towarzyskich często się upijał i kaleczył swoich przyjaciół ostrymi przedmiotami bez powodu.

Cała ta „degrengolada” w życiu Wojaczka nie mogła się dobrze skończyć. Przeczuwał to sam brat poety. W maju 1971 roku kolejna próba samobójcza powiodła się... Spoczął na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu, a jego grób od wielu lat jest jedną z atrakcji turystycznych tej nekropolii. O Rafale Wojaczku powstało wiele monografii na przestrzeni trzydziestu lat. Kilka lat temu jedna z ulic na wrocławskich Sołtysowicach została nazwana imieniem poety.


Grób Rafała Wojaczka i jego brata Andrzeja na cmentarzu św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida. Fot. Kamilla Jasińska / Centrum Historii Zajezdnia


Piotr Wilkowski
specjalista ds. obsługi publiczności
Dział Obsługi Centrum Historii Zajezdnia