4 października: Nie bądź gapa, czyli o wrocławskich biletomatach

Dokładnie dziesięć lat temu, 4 października 2010 r. we wrocławskich tramwajach i autobusach pojawiły się pierwsze elektroniczne automaty biletowe. Pod koniec lutego następnego roku znajdowały się już w każdym z pojazdów MPK. Powszechny dostęp do automatów umożliwił stopniową rezygnację z możliwości kupienia biletu u kierującego i dziś już mało kto kojarzy wrocławski tabor z koniecznością podchodzenia na przód autobusu lub tramwaju. A jak wyglądał system biletowy dawniej?

Montaż elektronicznych biletomatów we wrocławskich pojazdach MPK oznaczał, że w tramwaju lub autobusie nie można już było kupić biletu za gotówkę u prowadzącego pojazd. Automaty umożliwiły zakup biletu przy pomocy karty (bankomatowej lub kredytowej) albo telefonu z dostępem do internetu. Dziesięć lat temu posiadanie tych elektronicznych udogodnień nie było tak oczywiste, jak obecnie, dlatego zmiana wywoływała sprzeciw części mieszkańców Wrocławia. Osoby preferujące gotówkę miały do dyspozycji nowe, niebieskie automaty ustawione na przystankach; mogły też kupić bilet w kiosku. Automaty w pojazdach miały wiele zalet. Przede wszystkim zapewniały dostępność, nie było już konieczne posiadanie odliczonej gotówki, a dla kierującego i innych pasażerów zmiana systemu dystrybucji biletów oznaczała płynniejszą jazdę.

Do całkowitego odejścia od kupowania biletów u „żywej osoby” doszło, jak widać, stosunkowo niedawno, jednak warto pamiętać, że to właśnie ten sposób dystrybucji biletów jest najstarszym, jaki funkcjonował we wrocławskim taborze. W XIX w. osobą sprzedającą bilety w ówczesnych konnych tramwajach był konduktor. Stał on przy wejściu, na tylnej platformie, dlatego nie było możliwości przejazdu, jeśli wcześniej nie uiściło się u niego opłaty. Dzięki temu zjawisko „jazdy na gapę” nie występowało. Ile wynosiła cena biletu w tramwaju konnym? Na jej wysokość składało się utrzymanie konia (pasza, opieka stajennych i kowala) oraz długość konkretnego odcinka i linii, którą się podróżowało. Te dwa ostatnie czynniki decydowały o częstotliwości zmiany zwierząt, a to z kolei znajdowało odzwierciedlenie w cenie biletu, taryfa była więc dość skomplikowana.

Na początku XX wieku korzystania z wrocławskiego taboru nie ułatwiał fakt, że w mieście istniały trzy firmy przewozowe – dwie prywatne i jedna miejska – i w każdej z nich obowiązywały inne bilety. Na szczęście w miarę szybko sytuacja została unormowana. W 1908 roku miasto podpisało umowę z jedną ze spółek o wzajemnym honorowaniu biletów, a w 1911 roku zostało wykupione drugie przedsiębiorstwo, więc problem różnych taryf zniknął.

Podczas obu wojen światowych w wyniku powszechnej mobilizacji mężczyzn w rolę konduktorów najczęściej wcielały się kobiety. Po II wojnie światowej konduktorzy nadal wchodzili w skład tzw. brygady, czyli załogi pojazdu, którą tworzyli razem z motorniczym lub kierowcą. Sprzedając bilety i wydając resztę, opóźniali odjazd pojazdu, dlatego już w latach 50. stopniowo zaczęto ograniczać ich liczbę, pracując jednocześnie nad zmianą systemu biletowego. Zmiany takie umożliwiło uruchomienie kas biletowych przy ul. Kosmonautów. Pasażerowie wpierw nabywali w nich bilet, a później wsiadali do pojazdu komunikacji miejskiej, gdzie mogli być sprawdzeni przez kontrolera. Wagony bez konduktora były specjalnie oznaczane literą S lub napisem SAM, co oznaczało konieczność samoobsługi biletowej. Wkrótce do możliwości zakupu biletu w kasie dołączył drugi sposób: automaty biletowe KRAB działające na monety. Po wrzuceniu bilonu można było oderwać bilet z rolki nawiniętej na szpulę wewnątrz urządzenia. Sprytniejsi wrocławianie potrafili jednak wyciągnąć o wiele więcej biletów, niż za to zapłacili. Ostatcznie z tramwajów i autobusów konduktorzy zniknęli w latach 70. Do kasowania biletów używano kasowników KRAK, a w latach 80. i później – kasowników typu dziurkacz, zwanych przez motorniczych „gawronkami”. Liczba kombinacji dziurek, jaką można było zastosować w tych urządzeniach, wynosiła ponad 500! Stopniowo były wymieniane na kasowniki elektroniczne, które na bilecie drukowały m.in. godzinę i datę skasowania.„Gawronki”, ostatnie nieelektroniczne elementy wrocławskiego systemu biletowego, zniknęły całkowicie z pojazdów MPK właśnie w 2010 roku, pół roku przed pojawieniem się nowych elektronicznych biletomatów.

W 2016 roku Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne przygotowało wystawę plenerową „Prawdziwa historia jazdy na gapę”. Wystawę można zobaczyć na stronie wroclaw.pl.

Zob. także:
Wrocławskie Historie z 1 lipca – 95 lat wrocławskich autobusów miejskich
Wrocławskie Historie z 22 sierpnia – „Jedynką” przez Wrocław oraz filmik przygotowany z okazji uruchomienia po II wojnie światowej komunikacji miejskiej we Wrocławiu Jedynką przez Wrocław

Małgorzata Długosz
przewodnik w Centrum Historii Zajezdnia

współpraca: Tomasz Sielicki
historyk wrocławskiego
transportu miejskiego