1 maja: Piwo, boks i muzyka, czyli pierwszomajowe atrakcje PRL

„Już sprzed Politechniki [Wrocławskiej] nie odjeżdża drabina strażacka, która ciągle wiesza i zdejmuje napisy, flagi i transparenty. Nawet nikt nie wie, czy to święto pokoju, przyjaźni, wyścig pracy, czy też inne jakieś tragiczne błazeństwo” – zapisał w swoim dzienniku prof. Hugo Steinhaus. Rzeczywiście, w okresie PRL okazji do świętowania, szczególnie w maju, nie brakowało. Święto Pracy, za chwilę Dni Wrocławia, Dzień Zwycięstwa, rocznica „powrotu Wrocławia do Macierzy”… Tak mijały kolejne dekady, a 1 Maja jako Święto Pracy trwał niezmiennie w kalendarzu najważniejszych świąt doby PRL, choć formalnie ustawowym świętem państwowym stał się dopiero w 1950 roku. Jakie atrakcje – poza obowiązkowymi pochodami – władze fundowały wrocławianom w minionych latach? Jak opozycja zaskakiwała dygnitarzy partyjnych dumnie stojących na trybunach?

„Mieszkańcy Wrocławia masowo uczestniczyli w pierwszomajowym pochodzie” albo „Wesoło i radośnie obchodził Wrocław święto mas pracujących całego świata – dzień 1 Maja” – tego typu wypowiedzi nie mogło zabraknąć w licznych artykułach publikowanych w oficjalnej prasie po 1 maja każdego roku za czasów PRL. Według autorów tych relacji wrocławianie bardzo lubili Święto Pracy i zawsze chętnie brali udział w pochodach pierwszomajowych, dumnie i radośnie maszerując przed trybuną honorową. Władze państwowe robiły wszystko, by 1 maja był dniem wypełnionym rozmaitymi imprezami i propagandowymi wydarzeniami. Uroczystości obowiązkowo odbywały się w całym kraju: we wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach. Choć w poszczególnych dekadach świętowanie przybierało nieco odmienne formy, to jednak niezmiennym elementem były ogromne pochody, których organizacja była nie lada wyzwaniem logistycznym. Nie brakowało także oficjalnych akademii dla rozmaitych notabli i szczególnie zasłużonych przodowników pracy, a także zabaw ludowych oraz wydarzeń kulturalnych i sportowych dla mas. Wręczano odznaczenia państwowe, zakłady pracy otrzymywały sztandary przechodnie za zwycięstwo we współzawodnictwie, organizowano rozmaite otwarcia i chwalono się najnowszymi inwestycjami… Obchodzony z rozmachem 1 maja miał być świadectwem poparcia dla władz i ich wielkim sukcesem propagandowym. Czytając bezkrytycznie ówczesne doniesienia prasowe, rzeczywiście może się wydawać, że takim sukcesem był, skoro w pochodach uczestniczyły setki tysięcy osób, jednak chyba niewielu Polaków dobrowolnie i z prawdziwą przyjemnością brało udział w pierwszomajowych pochodach... Od 1945 aż do 1988 roku masowy udział w święcie władze wymuszały rozmaitymi represjami. Za odmowę udziału w pochodzie groziła np. utrata pracy. Pewien wrocławski student, zmuszany każdego roku do wzięcia udziału w pochodzie, pisał w liście do domu: „Na defiladzie nie było żadnego entuzjazmu. Z twarzy defilujących można było wyczytać słowa »Każecie nam, to idziemy«”. Jak zatem wyglądało świętowanie we Wrocławiu w poszczególnych latach?


Koncert „Randez-vous z pocztą” przed Iglicą obok Hali Ludowej zorganizowany w ramach obchodów Święta Pracy, 1 maja 1971 roku. Fot. Stanisław Kokurewicz / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


Pochód pierwszomajowy we Wrocławiu w 1973 roku. Fot. Stanisław Kokurewicz / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


W 1946 roku obchody pierwszomajowe – pierwsze w powojennym Wrocławiu – były dość skromne. Pochód pod hasłem „Niech żyje 1 Maj, święto klasy robotniczej”, który przeszedł z pl. Wolności do głównej trybuny przy Hali – wówczas już – Ludowej, także był dość skromny w porównaniu z tymi, jakie organizowano w latach późniejszych. Być może powodem był fakt, że w tym czasie we Wrocławiu mieszkało niewiele ponad 95 tys. Polaków. Jakie hasła widniały na sztandarach? Można było dostrzeć m.in. takie: „Szabrowników i spekulantów do obozów karnych”, „Państwowa Fabryka Wagonów – duma i chluba Wrocławia” oraz „Zapełnimy szlaki taborem kolejowym ”. Jak donosiły media, na trybunie honorowej miejsca zajęli m.in. minister bezpieczeństwa publicznego gen. Radkiewicz, minister sprawiedliwości, Henryk Świątkowski, dowódca DOW gen. Stanisław Popławski. Dodatkową atrakcją z okazji święta miał być bieg uliczny, jednak wzięło w nim udział zaledwie 15 osób…


Rok później, w 1947 roku pochód – tym razem już liczniejszy – rozpoczął się wiecem na pl. Wolności, zaś po nim odbył się bieg przełajowy. Tego dnia pojawiły się także latarnie uliczne na jednej z ulic poza Rynkiem. Niestety, nie zabrało także i przykrych akcentów, zaczęły bowiem obowiązywać nowe ceny biletów tramwajowych. „Zwykli” wrocławianie za bilet mieli odtąd płacić 10 zł. Tylko ci „wybrani”, czyli wojskowi, milicjanci i umundurowani funkcjonariusze ORMO i UB, za bilet płacili 2 zł. Żeby jednak zminimalizować niezadowolenie mieszkańców, dyrekcja MPK od 1 maja przedłużyła kursowanie tramwajów do północy.

W 1948 roku centralnym miejscem obchodów była Hala Ludowa. Wrocławianie bawili się na zorganizowanym na jej terenie festynie, który był połączony z koncertem artystów Opery i orkiestry Filharmonii. Na Stadionie Olimpijskim fani piłki nożnej mogli kibicować drużynie wrocławskiej, która przegrała, niestety, z drużyną z Brna wynikiem 2 do 4.

Niewątpliwie największą atrakcją Święta Pracy w 1949 roku był towarzyszący tradycyjnemu pochodowi samochód wiozący wannę z kąpiącym się w niej, pomimo chłodnego dnia, mężczyzną. Sam samochód nikogo by nie zdziwił, bo w pochodach brały udział rozmaite pojazdy m.in. traktory, ciężarówki, pociągi, nie brakowało też statków, jednak mężczyzna w wannie był ogromną sensacją. Co ciekawe, największym problem dla władz jeszcze przed 1 maja był fakt, że w kraju zabrakło czerwonego materiału na flagi i szturmówki, gdyż kilka miesięcy wcześniej 600 tys. m² takiej tkaniny zużyto przy okazji świętowania zjednoczenia PPS i PPR.


Pochód pierwszomajowy na ul. Stalingradzkiej (ob. ul. Świdnickiej), lata 50. XX wieku. Fot. Stefan Arczyński / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


Dnia 1 maja 1950 roku „od czerwieni flag i transparentów trzeba [było] mrużyć oczy”, jak relacjonowano w „Słowie Polskim”. Miasto było bogato udekorowane nie tylko na pochód, ale także na mającą się po nim odbyć defiladę wojskową. Tego dnia Wrocław wzbogacił się o Park Kultury zorganizowany na terenach wokół Hali Ludowej, a jedną z jego głównych atrakcji było kino z widownią na ponad tysiąc osób.

Największą dodatkową atrakcją Święta Pracy w 1951 roku była trwająca do godz. 22.00 wielka zabawa taneczna na pl. Grunwaldzkim, której towarzyszyły pokazy taneczne dzieci i młodzieży na Stadionie Olimpijskim oraz wiele zabaw ludowych zorganizowanych w innych punktach miasta, m.in. w parkach i domach kultury.

Rok później, w 1952 roku, centralnym miejscem obchodów stał się pl. Grunwaldzki, z którego wyruszył pochód liczący – według oficjalnych doniesień – ponad 220 tys. osób. Dla jego uczestników przygotowano m.in. 700 tys. butelek piwa i wody gazowanej oraz 150 samochodów – kiosków z żywnością, w których serwowano m.in. bułki. Także i tym razem nie zabrakło zabaw ludowych i tradycyjnych rozgrywek sportowych. W meczu piłkarskim rozegranym pomiędzy drużynami z Wrocławia i Opola padł remis 3 do 3.

W wiele wydarzeń obfitował 1 maja 1953 roku. Tego dnia otwarto kino „Ognisko”, będące jedenastym kinem we Wrocławiu, zaś na tzw. terenie B Parku Kultury (dzisiejsze zoo) hucznie otwarto wystawę drobnego przemysłu i rzemiosła, gdzie prezentowano ponad 4 tys. eksponatów, w tym budzący ogromne zainteresowanie trzcinowy domek jednorodzinny. Od tego dnia obowiązywały też niższe ceny niektórych artykułów spożywczych, m.in. cukru, masła, mleka i śmietany, a także wędlin – ceny spadły średnio o kilka procent. Nowością obchodów pierwszomajowych w roku 1953 była trasa pochodu, po raz pierwszy bowiem maszerowano bogato udekorowaną ul. Świerczewskiego, czyli dzisiejszą ul. Piłsudskiego. Także i tym razem nie zabrakło kiosków z jedzeniem i napojami oraz tradycyjnych zabaw ludowych. Były także wystawy malarstwa, koncerty i rewie. Atrakcją dla najmłodszych była wielka zabawa zorganizowana dla nich na terenach B Parku Kultury. Dla miłośników sportu przygotowano mecz bokserski, w którym – ku ogromnej radości wrocławian – lokalna drużyna wynikiem 15 do 5 pokonała zespół z Łodzi.

W latach 50. XX wieku nieodłącznym elementem uroczystości były gigantycznych rozmiarów portrety Józefa Stalina oraz mniejsze portrety Bolesława Bieruta. Podobizny te na pochodach były niesione przez manifestantów na specjalnych rusztowaniach, zdobiły także ogromne trybuny honorowe.


Wrocławianie na pochodzie, 1 maja 1954 roku. Fot. NN / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


W latach 60. ubiegłego wieku sposób świętowania niewiele różnił się od tego z lat poprzednich. Nadal główny nacisk kładziono na uroczyste pochody, które organizowano jak widowiska zaprojektowane z ogromnym rozmachem. Media prześcigały się w barwnych opisach, jednak – co charakterystyczne dla tego okresu – trudno dokładnie ustalić prawdziwą liczbę uczestników pochodów w poszczególnych latach, bowiem różne media podawały różne, nie zawsze spójne liczby, a różnice sięgały nawet kilkudziesięciu tysięcy osób. Niewykluczone, że liczby te były bardziej odzwierciedleniem oczekiwań władz, niż faktyczną liczbą uczestników. Przykładowo: w 1966 roku informowano o rekordowej liczbie osób na wrocławskim pochodzie – 150 tys., tymczasem jeszcze w latach 50. w pochodach brało udział rzekomo nawet 220 tys. osób.

Oprócz tradycyjnych imprez masowych, takich jak koncerty, festyny czy rozmaite mniejsze i większe zabawy ludowe, w przeddzień Święta Pracy zazwyczaj odbywały się we Wrocławiu oficjalne uroczyste pierwszomajowe akademie organizowane m.in. przez Komitet Wojewódzki PZPR. Szczególnie popularne były w latach 60., 70. i 80. poprzedniego wieku. Odbywały się w różnych miejscach, najczęściej w Operze lub Teatrze Polskim i przybierały formę spotkań tzw. sekretariatu KW PZPR z zaproszonymi gośćmi z kraju i zagranicy, w tym z weteranami ruchu robotniczego, którym wręczano wysokie odznaczenia państwowe. Nie brakowało oficjalnych przemówień ani części artystycznych, podczas których występowały gwiazdy krajowe lub zagraniczne, jak np. Ałła Pugaczowa, radziecka piosenkarka, która swoim występem uświetniła Święto Pracy w 1980 roku.


Pochód pierwszomajowy we Wrocławiu w 1970 roku. Fot. Stanisław Kokurewicz / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


W dobie PRL, gdy modne były hasła o współzawodnictwie, nie mogło oczywiście zabraknąć takich rytuałów jak wręczanie załogom poszczególnych fabryk i przedsiębiorstw sztandarów przechodnich za zwycięstwo we współzawodnictwie w minionym roku. Przykładowo: w 1969 roku sztandar trafił do załogi Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Hydrogeologicznego, które zwyciężyło w 1968 roku, a w 1973 roku przechodni sztandar ministra komunikacji otrzymała załoga wrocławskiego Okręgu Kolei Państwowych za zajęcie w 1972 roku drugiego miejsca we współzawodnictwie ogólnokrajowym – w ciągu roku wrocławska OKP przewiozła ponad 400 mln ton ładunku i 82 mln pasażerów.

Świętowanie zwykle rozkładano na kilka dni. Zazwyczaj w przeddzień Święta Pracy wręczane były doroczne Nagrody Wrocławskiej Prasy, a tuż po 1 maja uroczyście inaugurowano Dni Wrocławia [zob. #WH z 2 maja 2021 roku: Wielkie świętowanie, czyli Dni Wrocławia w PRL]. W 1970 roku XV Dnia Wrocławia rozpoczęły się dokładnie 1 maja.

Z okazji Święta Pracy Wrocław odwiedzali przedstawiciele władz państwowych, którzy nie tylko brali udział w oficjalnych akademiach i zasiadali na trybunach honorowych w czasie pochodów, ale podczas kilkudniowych pobytów we Wrocławiu odbywali także liczne spotkania „z ludem pracującym”. Przykładowo: 30 kwietnia 1971 roku wiceprezes rady ministrów PRL Franciszek Kaim odwiedził Pafawag i Hutmen, gdzie pytał o warunki pracy załóg. Oczywiście zakłady pracy długo przygotowywały się do takich dokładnie zaplanowanych w każdym szczególne wizyt. Nie brakowało i gości z zagranicy, np. w 1972 roku ambasador Węgierskiej Republiki Ludowej w Polsce spotkał się z załogami wielu wrocławskich zakładów pracy, by poznać system pracy w Polsce.


Pochód pierwszomajowy we Wrocławiu w 1972 roku. Fot. Stanisław Kokurewicz / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


Pochód pierwszomajowy we Wrocławiu w 1974 roku. Fot. Stanisław Kokurewicz / zbiory Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”


W połowie lat 60. XX wieku niczym jaskółki pojawiły się pierwsze symptomy rodzącego się powoli oporu społecznego. Co odważniejsi decydowali się np. na wznoszenie transparentów z wywrotowymi hasłami, które jednak szybko były konfiskowane, jako niezgodne z odgórnymi wytycznymi. Szczególnie dużo antyrządowych demonstracji towarzyszyło pierwszomajowym pochodom w 1968 roku po stłumieniu przez władze fali marcowych strajków na uczelniach. Ponieważ we Wrocławiu nigdy nie brakowało odważnych i walecznych postaci, to nie dziwi fakt, że najgwałtowniejsze wystąpienia miały miejsce właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Część wrocławskich studentów stawiła się na pochodzie z transparentami z żądaniem zwolnienia studentów aresztowanych po marcowych strajkach. Ujawnione dopiero przed trybuną honorową hasła, w czasie przemarszu ukryte były np. pod portretami Engelsa. Profesor Leon Kieres, wówczas student II roku prawa na Uniwersytecie Wrocławskim, wspominał: „Nie wiedziałem, że studenci szykują pochód »drugiego obiegu«, nie miałem bliskich kontaktów z elitami studenckimi. Przypadkowo znajdowałem się pod PDT-em, gdy nagle zobaczyłem grupę studentów z Politechniki z antysocjalistycznymi, jak się wtedy mówiło, transparentami. Przyłączyłem się do nich. Przemaszerowaliśmy pod trybuną honorową, wznosząc okrzyki: »Prawdę dziś mówi >>Miś<<« oraz »Czytajcie >>Świerszczyk<<, bo nie kłamie«. Oficjele, słysząc, co krzyczymy, stali przerażeni, a generał wojsk sowieckich, który nie znał polskiego, z uśmiechem bił nam brawo. Myślał prawdopodobnie, że jesteśmy wspaniałą młodzieżą, która spontanicznie wyległa na ulice”.

Jak twierdzą znawcy tematu, „to, co w latach 60. było jeszcze nieczęstym aktem odwagi, w ostatniej dekadzie PRL stało się nieodłącznym składnikiem pierwszomajowych uroczystości. Oto w 1981 roku organizatorzy oficjalnych obchodów musieli zrobić miejsce dla działaczy „Solidarności”. Wspólnie urządzane pochody i akademie w istocie zamieniały się w opozycyjne wiece, podczas których protestowano przeciwko partyjnej dyktaturze i uzależnienia Polski od ZSRR”. Jak donosiła wrocławska prasa, w 1981 roku „obchody Święta Pracy miały charakter skromniejszy niż w poprzednich latach. Uzewnętrzniło się to m.in. w mniejszej liczbie dekoracji w mieście. Nie było wielkich plansz, haseł, a świąteczny wystrój ograniczał się do flag umieszczonych na fabrycznych bramach i frontonach urzędów”. Część zakładów pracy zorganizowała akademie i uroczyste spotkania, np. w formie pierwszomajowych wieczornic urządzonych w Pafawagu, Hutmenie oraz Jelczu.

Stan wojenny również de facto niewiele zmienił w oficjalnym świętowaniu, było ono może mniej huczne z punktu widzenia władz państwowych, ale za to bardziej problematyczne, wzrosła bowiem liczba kontrmanifestacji. Święto Pracy w 1982 roku było okazją ku temu, by weteranom ruchu robotniczego wręczyć odznaki Zasłużony dla Województwa Wrocławskiego i Miasta Wrocławia. We wrocławskiej Operze przed licznie przybyłymi oficjelami i gośćmi z zagranicy w części artystycznej wystąpili aktorzy Teatru Polskiego, chór Edmunda Kajdasza, zaś w balecie „Harnasie” – orkiestra i zespół baletowy Opery. 2 maja złagodzono niektóre rygory stanu wojennego, np. zniesiono godzinę milicyjną oraz wyłączono szereg zgromadzeń spod obowiązku uzyskiwania zgody na ich organizowanie.

Do głośnego w całym kraju wydarzenia doszło we Wrocławiu w trakcie pochodu pierwszomajowego w 1983 roku. W odpowiedzi na apel władz „Solidarności” protestujący wrocławianie zebrali się na ówczesnym pl. 1 Maja (ob. pl. Jana Pawła II) i ruszyli w kierunku centrum. W rejonie Przejścia Świdnickiego kontrpochód został zaatakowany przez ZOMO. Część demonstrujących ruszyła w kierunku pl. Kościuszki i po przebiciu się przez kordon milicji, na ul. Świerczewskiego (ob. ul. Piłsudskiego) dołączyła do oficjalnego pochodu, z którym dotarła przed trybunę honorową. Tam – ku przerażeniu zdezorientowanych dygnitarzy partyjnych – demonstranci odśpiewali hymn narodowy. Do akcji wkroczyły oddziały ZOMO, które gazem łzawiącym rozpędziły niepokornych obywateli, ale pech chciał, że wiatr uniósł gaz aż nad trybunę honorową… Dostojnicy partyjni w popłochu uciekali z zajmowanych miejsc honorowych. Jeden z radzieckich generałów z załzawionymi oczyma na czworaka próbował wydostać się z trybuny, wywołując tym samym salwy śmiechu wśród obserwatorów całego zajścia.

Podziemna „Solidarność” z roku na rok bardziej skutecznie potrafiła zaburzyć przebieg oficjalnych uroczystości pierwszomajowych. W 1986 roku pomocna w tym zakresie okazała się katastrofa w Czarnobylu [zob. #WH z 26 kwietnia 2021 roku: Katastrofa czarnobylska i jej wrocławskie echa], którą wykorzystano do rozpropagowania w zakładach pracy nieprawdziwych informacji o rzekomym odwołaniu pochodu. Dzięki temu frekwencja znacznie się zmniejszyła.

Dzień 1 maja 1989 roku przeszedł do historii jako pierwszy dzień w powojennych dziejach, gdy PZPR – w obawie przed dominacją ze strony legalnej już wówczas „Solidarności” – odwołała wszystkie pierwszomajowe pochody. Zbierano siły do tego, by przy wykorzystaniu sprawdzonych technik propagandowych pokonać „Solidarność” w zbliżających się wyborach. Jak się okazało, był to jednak daremny trud...

Kamilla Jasińska
kierownik Działu Wydawniczego
Centrum Historii Zajezdnia